Mieszkanie w bloku ma swoje minusy i plusy. Plusem jest to, że faktycznie nie trzeba nic robić. Trawnik nie interesuje, zielsko w ogrodzie nie interesuje, żadne podlewanie, żadne przycinanie, żadnych liści itp. Z drugiej strony minusem jest właśnie to, że nie ma się kawałka własnej działki, aby blaszaka postawić na jakieś niepotrzebne na codzień graty i ja mieszkając w bloku muszę się ładnie do rodziców uśmiechać, żeby pozwalali mi trzymać swoje rzeczy u siebie w garażach. Takie rzeczy, których szkoda wyrzucić bo sezonowo są potrzebne ale nie ma się gdzie ich trzymać w mieszkaniu.
Łatwo powiedzieć "leniom". Są ludzie którzy po prostu nie cierpią ciągłego ogarniania ogrodu, koszenia, grabienia, gromadzenia opału i tak dalej i męczy ich to nie tylko fizycznie ale też psychicznie. Wolą ten czas poświęcić na przyjemniejsze dla nich rzeczy.
Powiem wam, że jak do tej pory marzyłem o własnej chacie z dużym podwórkiem to teraz grubo się zastanawiam czy nie będzie lepsze dla mnie mieszkanie w bloku ale z garażem podziemnym żeby tylko było gdzie graty trzymać. Rodzice mają duży ogród i każdą wolną chwilę trzeba było poświęcać na jakieś roboty żeby wszystko było ogarnięte. Mama co prawda pasjonuje się ogrodami i jej sprawia to przyjemność ale dla mnie to zawsze była męczarnia. Czy ze szkoły czy potem z roboty się wracało to człowiek chciał posiedzieć odpocząć to zawsze było "chodź trzeba zrobić to i tamto". A jak się nie chciało iść to awantura. I w końcu się wyprowadziłem i doceniam pewne aspekty życia w bloku. Jedyna rzecz jaką zawsze lubiłem robić to łupanie drewna siekierą i do tego zawsze byłem chętny a reszta mnie wkurw....