Ywa ma rację, że Grego najpewniej by chętnie pojechał,bo siedem dni na 365 dni jaki ma rok to jest pryszcz.wcześnie jak nie miałem dziewczyny też nie jeździłem,ale od kilku lat jeżdżę, bo po pierwsze ciągnie jak już raz się pojechalo, chce się więcej zwiedzić, podróże naprawdę zmieniają podejście do życia, otwierają przed nami obraz innego życia, dowiadujemy się jak żyją inni, można poznać ich kulturę i styl życia. O kiedy jeżdżę zaczynam być świadomy że naprawdę nie mamy się źle w Polsce. Często inni dużo narzekają, ale niewiedza jak się żyje w innych krajach, że ludzie mają się gorzej. Jeżdżę z dziewczyną przeważnie na plażę do jakiegoś kraju, a później tam zwiedzamy jeszcze i jadąc autokarem gdzieś w tych krajach, np Bułgaria można spotkać poza ośrodkami wypoczynowkowymi biedę gorsza jak w Polsce. Narazie byłem w kilku krajach i wszędzie są miejsca gorsze jak w Polsce i ludzie widać też muszą sobie tam radzić, nie wspominając jak wygląda życie kobiet w Turcji np. teraz wiem, widziałem jak to wygląda tam. Także teraz jak coś nie idzie, cena np spadnie za świnie, albo coś innego mi pójdzie finansowo, państwo wprowadzi jakiś durny przepis to nie biadole, że jest mi źle, że żyć tu nie można czy coś, bo wystarczy że pomyślę jak żyją inni ludzie w obcych krajach i zaraz wraca uśmiech na twarz i nie przejmuje się człowiek tam tym, bo mogłoby być gorzej. Z Grego się zgadzam jedynie w tym, że każdy żyje dla siebie a pomaganie sobie wzajemnie nie wyklucza jedne z drugim, choćby ta krótka pomoc rodziców jak jesteśmy na wczasach i odwrotnie. Moi rodzice też już są blisko 60 i ani słowa mi nie powiedzieli nigdy o obowiązku opiekowania się nimi na starość, powiedzieli tylko ze będą sobie dawali sami radę na tyle ile będą umieć żeby nas młodych nie obciążać dodatkowymi obowiązkami, a jak będzie źle to powiedzieli ze są w stanie iść do domu starców na starość żeby nas nie obciążac, wiąże się to z tym też, że planujemy budowę domu kilka km od gospododastwa. Zresztą coraz więcej jest domów że młodzi albo wyjechali za granicę albo mieszkają w miastach i rodzice zostają sami. Budując nasz dom (oby nam się udało) nie buduje go z myślą że moje dzieci (też obym je miał) będą że mną na starość mieszkać w nim, bo wiem ze każdy chce być na swoim. Mój wujek mi mówi, że on budował dom dla swojego jedynego syna i nie rozumie czemu jego syn nie chce z nim mieszkać, choć relacje mają dobre, porostu nie umie zrozumieć że młodzi chcą być na swoim, jedynie jego matka go rozumie i popiera to. Technologia maszyn i różnych rozwiązań żywienia zwierząt pozwala na to, że człowiek 24 godz nie musi siedzieć w gospodarswtie i może mieszkać kilka km dalej, zresztą znam 3 osoby takie i stąd moja obawa że nie dam rady ogarnąć dojezdzajac codziennie jest mała, te osoby z reguły mówią, że traktuj to jakbyś jeździł do pracy do miasta, a dasz radę bez problemu, a i przy produkcji zwierzęcej zainstaluj sobie kamery dla Twojego spokoju, zawsze można zerknąć czy wszystko ok. Jeszcze co do wyjazdów to będę później miał co opowiadać swoim dzieciom o moich podróżach, bo jakaż była irytucja dziadków od mojej dziewczyny po urodzinach jak ich sąsiedzi w podobnym wieku jeżdżą byle gdzie i później opowiadają, stwierdzili że się tylko przechwalaja gdzie oni to nie byli, ale tamci sąsiedzi w przeciwieństwie do nich nie Narzekają tyle na życie, mają uśmiech na twarzy i można posłuchać ciekawych rzeczy a od dziadków od dziewczyny można tylko posłuchać narzekania na księdza, o chorobach i jak się kiedyś krowy dojilo, tyle w życiu przeżyli, nic tylko gospodarswto i nosa za niego nie wychylaj, później poglądy staroswieckie na porządku dziennym u takich ludzi są.