Tak naprawdę wszyscy jesteśmy zlepkiem komórek. Dziecko. Takie nowourodzone nawet niewie czy będzie żyło - bo śmierć łóżeczkowa, bo coś pójdzie nie tak, bo wirus i wiele bo. Taki dwulatek rażony odłamkiem - płacze. Gdy się go ustabilizuje i wyjdzie z szoku może Ci się w jednej chwili nawet zająć zabawą a za chwile odpłynie, milcząc, bez żalu. Starszy człowiek reaguje różnie. Jesteśmy tym co daje nam doświadczenie i świadomość i tak reagujemy na śmierć.
Znakomita większość uszkodzonych ciąż odpada na etapie zygoty, moruli, blastuli jeszcze przed koncepcją. Jakieś 300 na 1000 embrionów to przetrwa. Z pośród trzystu pierwszego miesiąca nie przetrwa 112 drugiego 72 trzeciego 43. Czwartego miesiąca, z obrazka dotrwa jakieś 73 z 300. Z owych 73 może odpaść jeszcze 24... Tak to działa a o tak zdarzają się jeszcze wyższe poronienia, komplikacje, martwe urodzenia. Spory odsetek tych 50 szczęśliwców to ciąże przepełnione fajami, wódą i dragami w opozycji stoi nikły odsetek bardzo trudnej decyzji o zakończeniu ciąży. To usankcjonowaniem której strony warto się zająć? "Matki" zatruwającą całe przyszłe życie dziecka w łonie czy kobiety której psychika jest na rozstaju?