A mnie sarny wqwiały i bażant spod nóg wyskoczył. Teraz budują się co i rusz i temat zanikł. Rozmawiam z jednym dwa lata temu - mówi: działkę kupiłem. Pokazuje gdzie. Pytam: będziesz uprawiał? Będę budował. Popatrzyłem, pocmokałem. Zdziwiony. No i mówie: teren na podbudowie gliny, koń chodził po kolana a traktor to już lepiej nie mówić. Sprzedaj z zyskiem, popatrz - jesyteś poniżej lustra wody w mojej sadzawce. Uparł się. Tej jesieni jedzie koparko - ładowarka. Ogrodzenie będziesz stawiał. Fundament - słyszę. Oo to lepiej dzwoń po lepszych gości - nie uwierzył, zeźlił się nawet. Zebrali ledwo humus i dzwonili po kierownika budowy. Pytam: czegoś geologa nie wołał dwa lata wstecz? Naburmuszony ale uparty. Wywalili glinę i nawieźli piachu. Mało powiadam - pół metra za mało. Coś o piniondzach zaczął. Radziłem aby zrobili sobie drenarkę do rowu. 300 m ale warto - nie zrobili. Takie parcie na budowanie. dysydent - jak poszło w konkrety stało się branżowo. Skoro wybiórczo poleciało to i mało ludzi przyszło.