Za komuny to wszystko trzeba było stworzyć z części zakombinowanych ,lub złomu ,bo tego poprostu nie było można kupić . Kto miał pgr w pobliżu ,miał łatwiej . Zgrabiarki 7 ,jak mieli szczęście to ze złomu popgrowskie ,poprzepalane wyciągali. Ojciec zrobił kilka śrutowników ,jakieś brony ,kultywatory ,dmuchawa do siana ,o wozach ,saniach ,czy reanimacji każdego złoma już nie ma co wspominać ,przewijanie spalonych spawarek z zakładów to był standard. W okolicy robili opryskiwacze z części ,przyczepy ,rozżutniki ,kultywatory ,pługi ,opielacze ,dmuchawy........ ,tylko to wtedy było wyzwanie ,bo nie było z czego i nie było czym . W latach osiemdziesiątych mało kto miał spawarkę ,wiertarki to już częściej ,przecinarki kątowe to tylko stacjonarne jak kto tarcz załatwił. ż eby coś ulepić to naprawdę było wyzwanie . Nie kupiłeś brzeszczota ,czy elektrody ,to trzeba było załatwić. Kużnia u ojca chodziła co dzień ,byle gówno przeciąć to odpalane palenisko . W dzień to przewinęło się więcej ludzi grom wie skąd ,niż czasami w miesiąc [oprócz teraz sąsiadów ,listonosza ,kurierów ,czy mleczarni]. Ile się człek młotem nałomotał bo petent nie w formie ,oj żle to wspominam ,i do kowalstwa mam uraz . Ale odpłynąłem ,idę na traktor