No nie, myślę, że argument tutaj jest taki, że jeżeli ludzkość ma inne pożywienie, to może zrezygnować z mięsa, ale oczywiście nie dotyczy to sytuacji kiedy tego pożywienia nie ma. Swoją drogą nigdy Was to nie zastanawiało, że ludzie głodują w Afryce, Indiach, Chinach czyli tych częściach planety, które dostają tyle energii słonecznej, że plony można zbierać dwa, trzy razy do roku? Wiadomo, że nie wszędzie są gleby i woda dorolnictwa, ale mimo to, to wg mnie muszą być problemy z dystrybucją i jakaś plemienne spory.
Ale z drugiej strony czy życie krówki, która mi jedna została, która co rano mnie do szewskiej pasji doprowadza ryczeniem i którą trzymamy bardziej z przyzwyczajenia (chociaż mleko, śmietana, syr to niebo w gębie:)), nie jest warte życia? Nawet jeśli pójdzie kiedyś papa, to czy nie było warto jej pozwolić żyć?