odpowiedź brzmi zdecydowanie NIE.
Owszem prawidłowy płodozmian i agrotechnika pomagają w ochronie ale nie na tyle żeby w ogóle nie chronić. Przez płodozmian i agrotechnike unika sie sytuacji odporności, można stosować nieco tańszą chemię (i nie mam tu na myśli konkretnych firm produkujących ŚOR ale po prostu są substancje tańsze i droższe) no i w niektórych sytuacjach można np z jednego zabiegu zrezygnować. Nigdy nie będzie takiej odmiany która bedzie super odporna na daną chorobę (a na pewno nie w dzisiejszych czasach). W którymś temacie czytałem Twój post o fuzariozie, o tym że sporo odmian jest odpornych. Bez urazy, ale g**no prawda. Fuzarioza to takie dziadostwo że czepi się praktycznie wszystkiego, jest tyle gatunków tej choroby że może sie rozwijać w każdych warunkach, czy to zimno czy ciepło, czy sucho czy wilgotno. Choroba wybitnie mało wybredna...
Czasy bez ochrony się skończyły i te budżetowe 2 zabiegi to według mnie niezbędne minimum. Oczywiscie nie nakłaniam tutaj nikogo do walenia chemii bez opamietania bo trzeba po prostu patrzeć co sie dzieje na polu. Wiele osób twierdzi że "kiedys nie pryskali i też było", pytam się co? Plony rzędu 4-5 ton były rewelacją, jeżeli jakiś grzyb wystąpił to nawet zbytnio nikt nie wiedział co to, a niestety przez lata wszystko się mnożyło. Druga sprawa klimat... Kiedyś zimą dobrze przymroziło i spora część zarodników padała a dzisiaj przez pół "zimy" trwa wegetacja.
Jeśli nie wierzysz w ochrone to po prostu popatrz na badania, nie koniecznie firm produkujących ŚOR. Jest wiele osób które sie tym zajmują, różnice są kolosalne.