Jak was czytam to wyobrażam sobie samych dyrektorów w garniturach. Albo na tych krowach taki dobrobyt albo mój ojciec coś źle robił że miał tylko 100 ha, setki świń, krowy i ciągle było za mało żeby zmodernizować do zadowalającego poziomu. Bo twierdzicie że tu kupię, to wyremontuje i super. Nie trzeba ciężko pracowac. Ale to wszystko kosztuje, utrzymanie podworka o wielkości 1ha to jest jakaś studnia bez dna. A maszyny? wszystko robiliśmy na podwórku sami, lanie betonu, bramy, garaże, dachy. Tyle lat robiłem u niego robotę właśnie taką do jakiej wy alkoholików zatrudniacie. Bo niestety, głęboka sciolka to tylko połowa świń. Reszta łopata do kanału. Pasza w workach na plecach. I co? Dałem radę. Ale już mi się naprawdę nie chce.