Problem u nas jest taki że na piedestał wynosimy dziadów albo w najlepszym razie przeciętniaków a nie ludzi wartościowym. Piłsudski był cieniasem i gamoniem wobec Rozwadowskiego i bez niego byłby nikim. Powstanie warszawskie było katastrofą a traktujemy je jako wielkie wydarzenie. Człowiek który jest patologicznym socjopatą mitomanem bez prawa jazdy, znajomości jezyka, świata, bez zony , znajomosci obsługi czegokolwiek bardziej skomplikowanego od liczydeł jest uważany w Polsce za autorytet? To jest kpina ale jakie społeczeństwo takie autorytety a jakie autorytety taki kraj.