Przepraszam za odgrzewanie kotleta, ale co jakiś czas wraca temat ciągników importowanych z Pakistanu, Turcji czy innych mniej lub bardziej egzotycznych części świata. Używanych z przebiegiem kilku motogodzin lub nowych niby z możliwością rejestracji.
Jeden z przedmówcow mial rację. Problem norm emisji spalin istnieje:
https://www.kalendarzrolnikow.pl/10767/sprzedaz-nielegalnych-ciagnikow-w-polsce-trwa-od-lat
Kiedyś już była taka sprawa. Ktoś kupił bodajże turecki ciągnik. Zarejestrowany poza UE i sprzedany u nas jako używany. Ktoś doszukał się, że podczas rejestracji traktor nie spełniał unijnych norm emisji spalin. Sprawa trafiła do sądu, starostwo dostało nakaz wyrejestrowania pojazdu. I nikogo nie obchodziło, że pierwsza rejestracja była poza UE.
https://www.wrp.pl/nowe-ciagniki-spoza-unii-rejestrowane-nielegalnie-jest-wyrok-sadu-uniewazniajacy-rejestracje/
Część maszyn jest rejestrowana na podstawie tzw. dopuszczenia jednostkowego. I to jest ok. Ale w tym przypadku nie mówimy o tego typu dopuszczeniu.
Co do dostępności części: niby te Fergusony są identyczne z naszymi. I pewnie w przypadku większości rzeczy macie rację. Diabeł jednak często tkwi w szczegółach. Może (podkreślam moze) być tak, że za kilkanaście lat jakaś część będzie potrzebna. Od naszych Fergusonów nie będzie pasować. A importer od którego kupiliśmy ciągnik już nie istnieje. Co wtedy?
Pomijam to, że część mechaników do tego typu maszyn będzie podchodzić jak do wynalazków i zwyczajnie będzie się bać je naprawiać.
Poza tym czy fakt, że ciągnik jest kalką Fergusona oznacza, że przedstawia sobą taką samą jakość wykonania czy użytych materiałów jak oryginał?