Przez 40 lat zajmowałem się dojeniem krów. Cóż, tak wyszło, takie życie. (obecnie zarzuciłem gospodarowanie). Przychowując jałówkę z przeznaczeniem na krowę mleczną, to od 5-6 miesiąca życia, miziałem ją po strzykach, po wymieniu. Uczyłem, że to coś normalnego. Wychowałem - nie pamiętam już ile, ale pewnie z 30 krów. Nigdy nie miałem problemów z dojeniem. Bywały krowy, że gdy miały obrzęk wymion tuż po porodzie, to były niespokojne. Ale nigdy na tyle żebym musiał uciekać od dojenia, albo stosować jakieś przemocowe środki. I tylko jedna była na tyle charakterna, że po wycieleniu żadne sposoby nie dały rady jej ujarzmić. (simentalka). Sprzedałem jak tylko odchowała cielaka. Ważyła 780 kg. Miała wielkość i siłę konia.