Chociaż po swojej stronie miał resztę załogi, także drugiego pilota kpt. Arkadiusza Protasiuka, a nawet dowódcę 36. Specpułku to prezydent Kaczyński wszedł do kokpitu i wydał rozkaz pilotowi. - Wtedy padło pytanie, czy wiem, kto jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. Odpowiedziałem: "Tak, wiem, panie prezydencie". Na co prezydent: "W takim razie polecam wykonać lot do Tbilisi". Pan prezydent odwrócił się i wyszedł - opowiada major. .
Po powrocie do Polski Pietruczuk zaczął mieć problemy. Wysiadając w Warszawie z samolotu, Kaczyński powiedział do dowódcy: "Jeszcze się z panem policzę". Wcześniej w rozmowie z dziennikarzami nazwał Pietruczuka "lękliwym pilotem". 25 sierpnia 2008 r. poseł PiS Karol Karski złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez kapitana samolotu, który "odmówił wykonania rozkazu". "Żołnierz ten przyniósł wstyd Państwu Polskiemu oraz jego siłom zbrojnym. Wykazał się tchórzostwem, gdy tego samego dnia w Tbilisi lądował samolot prezydenta Francji. Przyniósł wstyd Państwu Polskiemu w oczach innych głów państw znajdujących się wówczas na pokładzie i doprowadził do drwiących z Polski artykułów w prasie zagranicznej" - pisał Karski, choć zachodnia prasa ani słowem nie wspomniała o problemach z lotem do Gruzji, a analizowała tylko skutki wystąpienia pięciu przywódców w Tbilisi. Karski zarzucił Pietruczukowi, że "utrudniał prezydentowi wykonywanie jego konstytucyjnych obowiązków", "naraził go na niebezpieczeństwo utraty życia" (bo droga lądowa przebiegała "w pobliżu linii frontu"), a nawet "wbrew woli przetrzymywał Prezydenta w samolocie wojskowym i pozbawiając wolności, przetransportował do miejsca, gdzie Prezydent nie chciał się znaleźć". Na koniec Karski pytał dramatycznie: "Czy rząd zamierza tolerować tego typu elementy rozprężenia [tak w oryginale] oraz nieprzystojące żołnierzom zawodowym tchórzostwo w obecności Głowy Państwa?". Sprawa stała się jednym z pól konfliktu pomiędzy rządem a prezydentem. Ówczesny szef MON Bogdan Klich, chcąc dać sygnał poparcia dla pilota, odznaczył Pietruczuka resortowym Srebrnym Krzyżem za Zasługi dla Obronności w uznaniu "przestrzegania procedur i poczucie odpowiedzialności za bezpieczeństwo czterech prezydentów na pokładzie". Wywołało to ostrą reakcję szefa klubu PiS Przemysława Gosiewskiego (zginął w katastrofie smoleńskiej), który w poselskim zapytaniu z 23 września 2008 r. pisał do szefa MON: "Czy Minister, podejmując decyzję o odznaczeniu, chciał pokazać, że będzie premiował w przyszłości przypadki niesubordynacji, tchórzostwa i niewykonywania rozkazów?". Prokuratura po trzech miesiącach rozmów ze świadkami i analizach dokumentów odmówiła wszczęcia śledztwa. Przyznała, że prezydent jest zwierzchnikiem wojska, ale "Regulamin lotów sił zbrojnych" wyraźnie mówi, że na pokładzie samolotu "decyzjom pilota muszą się podporządkować wszyscy, niezależnie od ich stopnia wojskowego i statusu".
fakt żle zredagowałem "wyleciał" -chodziło o to że gdyby Kaczyński mógł to by to zrobił.Znowu łapiesz za słówka ale nie łapiesz sensu i analogii sytuacji,a raczej nie dociera to do Ciebie.