W zasadzie pomysł jest. Oczywiście nie nowy, bo parę takich firm już w zyciu widziałem, tzn wynajęta na zadupiu rozlatująca się stodoła i ciężarówki zawracające w błocie na podwórku aby symulować wyjazd towaru z tego adresu, Kontrakty dla Biedronek, Lidla, podwykonawcy paczkujący ziemniaka niewiadomego pochodzenia w ładne torebki.
Żaden rolnik nie jest partnerem dla sieci sklepów, Promocje a raczej wielkość towaru który musisz dostarczyć w niższej cenie sprawia brak opłacalności tego procederu, W czasie promocji klienci wożą wózkami, Po promocji sprzedaż siada i zamówienia ze strony sklepów też.
Lokalna spółka - śmiechu warte.
Chyba odsunął w czasie. Pewnie niezbyt długo, ale zawsze te pół roku.
W zasadzie nikt nie wymaga aby za bardzo się interesowali ( bo wiadomo że spie,,dolą), ale też trochę zapobiegliwości by się przydało.