Dziś dziewczyny rozwaliły górną żerdź w drabinie, tylko wkręty w podkładzie kolejowym zostały. Albo one wyczyniają nie wiadomo co albo drewno się nie nadaje. Widmo zakupu rur metalowych mnie przeraża.
Jak przyjdzie do mnie taki huragan, co poskładał innym stodoły , to i ten namiot poleci i pewnie wszystkie moje budynki co pamiętają wujka Adolfa. Jego konstrukcja jest obliczona na porywy wiatru do 140 km/h. Przepraszam, że jeszcze stoi.
Dokładnie tak jak pisze Rolnik7343 , wiatr tylko przeleci, praktycznie nie ma co przewrócić. W dodatku nieumocowane brzegi plandeki pomagają powietrzu się wydostać. Nie wiem z jaką prędkością wiało wtedy u mnie, ale niektóre drzewa zginały sie w pół.
W zeszłym roku to my pytaliśmy się o odporność na wiatry, aż nie chcialo nam się wierzyć, że taka hala gdzieś w Polsce przetrzymała zeszłoroczny huragan, a jednak.
U mnie jest 3 strefa wiatrowa i boki plandeki mam ruchome, nie przysypane ziemią,tak jak zalecał przedstawiciel, co ułatwia ucieczkę wiatru i zmniejsza ryzyko uszkodzeń. W tym miesiącu był nawet u nas sprawdzić czy nie było jakiś awarii do tej pory i jak przetrwał huragany. Mówił, że w całej Polsce nie było uszkodzeń namiotów przez te wiatry.
Wymiary to 12m na 10m , a sztuk 28 krowy z cielętami, przed odsadzeniem jeszcze. Na zimę będzie ich mniej.
Jeśli chodzi o huragan, to przetrzymal w tym roku juz dwa i stoi bez jakiegokolwiek uszczerbku. Namiot postawiony w zeszłym roku na jesien, od wiosny zamieszkały.
Co do dokarmiania cieląt, to widziałam takie paśniki, ale cena póki co zaporowa. Trzeba będzie coś samemu pokombinować i pewnie zrobić 2 stół paszowy dla przeganianych krów i jałówek.
Na zimę dołożę z przodu i z tyłu za ogrodzeniem bele ze słomy z traw nasiennych, będzie to swego rodzaju zapora przed wiatrem. Co niektóre spędzają 3 zimę na dworze i nic im nie jest. Co najwyżej ich kondycja nieco spada,za to nie ma problemu z biegunkami u cieląti z chorobami skóry.
Co do samej drabiny paszowej, zastanawiam się czy nie ma za dużego odstępu pomiędzy górną a dolną belką. Gdyby była mniejsza odległość to może nie dały by rady tak odganiać, bo tak szybko łba nie wyjmą. Nie wiem czy nie podniesc im tej drabiny, bo wydaje się, że jest za nisko.Ewentualnie dorobić przegrody skośne.
Miejsca dużo, a chętnych brak jak się szefowe dostaną do stołu. Przeganiają wszystkie niższą rangą. I jak tu nasypać paszy treściwej by wszystkie na raz zjadły? Nie da się. O cielakach uciekających na prowizoryczny stół paszowy nie wspomnę. Jakieś pomysły na poprawę warunków zadawania paszy?
Jak dla mnie to mieszanka mm z piemontese i limousine. Efekt heterozji. Miałam bardzo podobnego, najniższy i najbardziej umięśniony. Niesamowity pieszczoch. Potem to same ciężkie wariaty simentale. Kiedyś też takiego będę miała,