Ja zacząłem wypalać rogi w 2011r po tym jak przez swoją "milusińska" krowę nie straciłem oka. Spokojna krówka tylko jak chciałem zapiąć jej łańcuch na szyi ta w tym samym momencie chciała odgonic sąsiadkę i trafiła rogiem dla mnie w oczodul. Od tej pory wszystkim się wypala. Z początku dawaliśmy głupiego jasia a teraz wypalamy bez, jak ma się już wprawę to zajmuje chwilę i nawet cielak nie zorientuje co się stało. Na dzień dzisiejszy na ponad 80 sztuk bydła zostały mi tylko 5 sztuki z rogami, które i tak w tym roku będą już wybrakowane. A najlepsze jest to że ostatnia sztuką w stadzie będzie ta krowa przez którą spotkał mnie ten nieprzyjemny incydent z okiem.