W tym sezonie pierwszą dawkę Rsm zastosowałem dopiero w pierwszych dniach kwietnia (przeciągająca się naprawa gwarancyjna Case Farmalla 75A, trwająca 5 miesięcy-skandal), pogoda; lekki wiatr(moim zdaniem to atut- bujając rośliną zrzuca krople na ziemię, słonecznie, ale chłodno- nawożenie w godzinach popołudniowych, dysze wachlarzowe, efekt żadnych poparzeń, po kilku dniach kolor pszenicy i rzepaku soczysta ciemna zieleń.
Druga dawka pod koniec kwietnia rzepak w fazie luźnych pąków, próbnie rozlany na kilku ha, późnym popołudniem, lekki wietrzyk ( u nas nad morzem zawsze jest przynajmniej mały wiatr), rano miało padać, po kilku dniach- lekkie poparzenia, zauważalna różnica w kolorze i budowie roślin do pola nawiezionego saletrą- pod deszcz.
Pszenica po rozlaniu drugiej dawki miejscami lekko przypalona- końcówki liści, po dwóch tygodniach żadnych widocznych efektów ubocznych, pszenica wygląda jak na poletku doświadczalnym!!! Moim zdaniem Rsm naprawdę lepiej i szybciej działa i do tego taniej, jedyny minus to krótsze życie opryskiwacza i traktora. Zauważyłem na naszym nowym Maschio gaspardo na mosiężnych elementach zielony nalot- reakcja chemiczna. Po zakończeniu pracy wieczorem trzeba spłukać opryskiwacz i współpracujący z nim ciągnik i nie będzie źle- zyski przebiją koszty. Naprawdę warto spróbować z przejściem na Rsm, graniczę z polami dużej spółki z kapitałem niemieckim, nie muszę pisać jakim oni sprzętem pracują!
Jestem przy nich działkowiczem, zawsze dziwiłem się dlaczego ich rzepak, pszenica tak bardzo różni się od mojej, fakt oni zaczynają siewy pszenicy już w połowie września, mają kilka tysięcy ha, w październiku pryskają na choroby. Ale w tym roku po Rsm nasze uprawy wyglądają równie imponująco, jeden człowiek nalewa i nawozi, jeden ciągnik i opryskiwacz, a przy granulach; ciągnik z rozsiewaczem + traktorzysta, ciągnik z trolem+ operator i ciągnik z przyczepą, łatwo policzyć zaoszczędzony czas i pieniądze, tylko kupić Rsm jesienią!