I o to właśnie chodzi. Tu powinni wszyscy się cieszyć bo w końcu złamano takie nie pisane porozumienie między wszystkimi politykami, ze kłócimy się dla wyborców gdzie się da ale krzywdy sobie nie robimy. Bardzo dobrze. niech rozliczają. Niech ci od Tuska mają teraz z tyłu głowy, że jak kiedyś przyjdą jacyś inni może częściowo ci z piu to się z nimi cackać nie będą. jestem zadowolony.
Jak tu pisowców nie nazwać nieudacznikami. Oni co nie zrobią to wychodzi na odwrót jak chcieli. Tak jak Wojciechowski chciał dopłaty podnieść a obniżył. Cymbały oddając sprawę Glapy do TK obniżyli mu tylko liczbę posłów potrzebnych do postawienia go przed TS. Normalnie idioci.
Nie tak miało być. Fatalny błąd PiS ws. szefa NBP (msn.com)
Wyrok Trybunału Julii Przyłębskiej zawiera trzy punkty, z których najistotniejszy jest punkt 2., który "wyrzuca" z ustawy o Trybunale Stanu normę określającą większość potrzebną do postawienia prezesa NBP przed TS. Do tej pory była do tego potrzebna tzw. bezwzględna większość głosów (głosów za musi być więcej niż przeciw i wstrzymujących się) w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. I tutaj zaczyna się problem, który TK w pośpiechu mógł przeoczyć.
Jak mówi w rozmowie z money.pl dr Marcin Krzemiński, konstytucjonalista z Katedry Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, w sytuacji braku określenia tych wymogów w ustawie, znajduje zastosowanie ogólna norma art. 120 Konstytucji, zgodnie z którą jeżeli ustawa lub uchwała Sejmu nie stanowi inaczej, Sejm podejmuje uchwały zwykłą większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.
To oznacza, że skutkiem wyroku TK jest obniżenie wymogów dla koalicji pod kątem pociągnięcia prof. Glapińskiego do odpowiedzialności.
- Zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli uznać to rozstrzygnięcie za prawnie wiążące, to jego skutki są absurdalne, bo obniżyły rygory dla postawienia prezesa NBP przed TS do najniższych z możliwych. To konsekwencja szybkiego procedowania zamówień politycznych przez osoby o wątpliwych przymiotach - przekonuje dr Krzemiński.