U mnie jeszcze w gminie chcieli umowę z agencją. Teraz jak zgłaszałem to co mi zostało to mi powiedziano że to co było na KPO to tego nie zgłaszać i tyle.
Zależy, jak ktoś ściągnął i dostał dotacje z KPO to musiał złożyć do gminy informacje o ilości eternitu do odbioru której wpłynięcie gmina nam musiała potwierdzić, a my to dołączyliśmy do wniosku. Ta informacja zastępuje to coroczne zgłoszenie bo i tak to muszą odebrać. Taką odpowiedź uzyskałem u siebie w gminie.
Bez przesady że części nie pasują, zdarzają się buble ale to do wszystkich maszyn. Jakościowo wiadomo że to nie jest pierwszy montaż ale nie jest najgorzej. Części na razie zapowiada się że będą klepać dalej, sporo jeździ jeszcze ładnych egzemplarzy a jak ktoś ma 30- 40 ha do skoszenia to opitoli to polskim aż nadto.
Czyli tak miałeś w planie zagospodarowania przestrzennego już zarysowaną działkę pod zabudowę, bo z tego co u nas w gminie mi powiedzieli jak pytałem to plan ogólny robiony jest w oparciu o plan zagospodarowania przestrzennego
Zależy jak była maszyna dbadna. Ja drugiego bizona kupiłem 3 lata temu, ale dałem za niego 50000 tys. Oprócz łożysk o których pisałem i wymiany trybu jedynki w skrzyni nic nie robiłem. Podzespoły są w stanie bardzo dobrym, nie pognite i nie pokrzywione. Wiadomo maszyna ma swoje lata ale przy takim nie zdezelowanym kombajnie naprawy mają jak najbardziej sens. Kwestia jak kto jeździł i jak przechowywał po sezonie
Ja kupowałem na miejscu u siebie u gościa który siedział w kombajnach ziemniaczanych z zachodniej granicy i sprzedawał wtedy jakieś angielskie pasy bo ponoć najlepsze i nie ciągnęły się. Tanie to one nie były ale zdawały egzamin i nie widać po nich większego upływu czasu.
Zależy co robione jest. Ja w swoim wywaliłem wszystkie ważniejsze łożyska tj( młocarnia, odrzutnik, wytrząsacze, podajnik zbożowy kłosowy, podajnik pochyły i w ślimaku hedera ) i wcale nie przekroczyłem wartości bizona.
Żaden problem z tymi łopatkami. Ponaspawywac brakujące fragmenty, tylko dobrze by było żeby były jednakowej wagi żeby zmniejszyć ryzyko bicia i tyle. Miałem podobny problem i tak zrobiłem i jest git.
Rodzinne to może było kiedyś. Dla mnie taka skala to już nie jest gospodarstwo rodzinne, to firma. Mówię to bez jakiejś złośliwości ale są granice do jakich możemy mówić o gospodarstwie rodzinnym.
Nie ze mną te numery, ja na nikogo nie donosilem i donosił nie będę. Ty najpierw to rozejrzyj się u siebie czy wszystko masz "lege artis". Pamiętaj na cwaniaka zawsze znajdzie się większy cwaniak.