Mi by tysiak pasował jak by cena azotu i NPK nie przekroczyła 2 tys.
Jak ma komuś zostać na czysto 500 zł czy nawet 1 zł, skoro ktoś ma samego kapitału do spłaty rocznie 7-8 tys. ?? W moich stronach (i nie tylko) doszło już do absurdu, że rolnik kupując ziemię dopłaca do interesu z upraw na gruntach które są jego własnością (czytaj - są spłacone) albo dzierżawą. A pomimo to jak się pojawi byle 4-5 ha to się ludzie zabijają jeden przez drugiego bo trzeba kupić. Takie coś jak piszesz jest możliwe w dzisiejszych czasach w wielkich gospodarstwach które dzierżawią tysiące hektarów ziemi państwowej za grosze. Taki np. Top Farms Głubczyce (za niedługo już były) płacił rocznie... 600 kg żyta dzierżawy za 1 ha gruntów, dzierżawie miał cały były kombinat rolny Głubczyce. Ta firma w pewnym momencie nawet zrezygnowała z większości swoich maszyn jadąc na usługach które sobie w koszty wrzucała. W taki sposób to faktycznie można sobie słynną "tojotką" jedynie po polach jeździć, laski ruchać i z kumplami wódę pić 😜.
Ogarniesz to ile wtedy kosztował hektar gruntu a ile teraz?? A pomimo to przynajmniej w mojej okolicy chłopki - roztropki jak by mogli to by żarli tę ziemię.
No cóż, jak ktoś nie liczył amortyzacji sprzętu i swojej pracy to może faktycznie to było takie bezproblemowe. W moich stronach od lat samodzielne gospodarstwo to minimum 25 ha.
Wybacz, więc wychodzi że twój kuzyn był naiwny skoro na własnym rachunku tylko spokojnie sobie pracował nie obserwując jaki jest trend w tej działalności. 10 lat temu mając 15 ha jeszcze miał szansę powiększenia areału, dziś musiałby liczyć na cud albo jedną nerkę sprzedać żeby jakieś marne 4-5 ha dokupić. Ja jestem w podobnej sytuacji co twój kuzyn, mam swoich 16 ha średnich gruntów. Jeszcze 10 lat temu stać mnie było wyciągnąć "z kieszeni" 100-150 tys. zł i kupić 4-5 ha (z pomocą kredytu i etatu na zachodzie mojego i żony). Dziś poniżej 85 tys. za jeden, jedyny hektar nikt nie chce gadać z rolnikiem bo wie że ten i tak kupi - bo jest pazerny. Gdzieś od 5 lat zderzam się ze ścianą jak szukam czegoś żeby kupić/wydzierżawić, bo albo ludzie naobiecują że dadzą znać "bo my z tej samej wioski" a potem i tak do "obszarnika" polecą żeby się potem chwalić jak to "melionów" nabrali, albo pierd&lą że ktoś im zaoferował 120 tys. za ha kupna albo 3 tys. dzierżawy. Moją jedyną ostatnią szansą jest fakt że państwo dobrało się do tyłka ww. firmie Top Farms która nie dokonała swojego czasu słynnych 30% wyłączeń gruntów na rzecz powrotu do skarbu państwa. W wyniku tego 5000 ha w moim powiecie ma być rozdysponowane przez KOWR dla rolników indywidualnych ,na szczęście w przetargach ofertowych. Dzięki temu mam choć w teorii szansę na dzierżawę jakieś kawałka w przedziale 10-15 ha w naprawdę dobrych pieniądzach, to jest na dzień dzisiejszy jakieś 700-800 kg pszenicy. A kuzyn jak nie ma wolną ręką gdzieś w skarpecie 1 mln złotych to niech zacznie traktować rolnictwo jako formę dorabiania a nie zarabiania. Mi jak się nie uda wydzierżawić nic od państwa po słynnych Top Farms to też puszczę to jakiemuś desperatowi i wezmę 3 tys. zł miesięcznie za to że będę stał i patrzył na idiotę co się męczy na kawałeczkach rozsianych w trzech powiatach, pięciu gminach i dziesięciu wioskach. No bo, jak to mówią, trzeba się rozwijać żeby zapewnić sobie i rodzinie byt na średnim poziomie 😆.
Ten dziedzic już wrócił w miejscach gdzie są dobre grunty. Tylko w mojej wiosce największe gospodarstwo ma 450 ha, potem kolejne ma... 30 ha, następny jestem ja 16 ha i dwóch hobbystów po nie więcej jak 5 ha. W okolicy "grasują" już tacy gracze co potrafią kupować całe likwidowane RSP ze WSZYSTKIM jak leci (włączając grunt oczywiście), to nie rzadko jest po 150-200 ha, kupę sprzętu w stanie złomowym który pamięta PRL i niepotrzebne nikomu place z budynkami co potem latami stoją puste i tylko myszy mają gdzie grasować. Witamy w XXI wieku...
Zasada jest prosta, rolnictwo tym bardziej się opłaca, im większa jest bieda w kraju. Bo im większa bieda, tym przeciętny obywatel wydaje więcej procentowo ze swojej pensji na żywność miesięcznie. A obecnie mamy trend odwrotny...