Każdy chce każdego okantować, takie czasy. Pośrednicy nikogo nie szanują, bo jak poczują raz że nikt się nie upomina o swoje, to następnym razem jeszcze więcej okroją i to bez skrupułów. Zdarzają się uczciwi ludzie, choć trzeba się ich niezle naszukać. Dlatego ja wszystko suszę i sprzedaje na wiosne/lato/na wrzesień. Mimo, że dobrych cen nie widać na horyzoncie, to wiem, że chociaż na procentach mnie nie oskubią(a lubią zawyżać w swoją stronę), a i może zdarzyć się jakiś kataklizm na świecie i ceny pójdą do góry. Niby w tym roku ma być La Nina, czyli może być mokrawo na jesień i wiosnę przyszłego roku, a jak to wpłynie na ceny, to się okaże. Pamięta ktoś taki rok i jak się ceny zachowywały na wiosnę?