Musiałem przejechać odcinek około 1 km drogą na nasypie z bardzo wąskimi poboczami w dodatku oznakowane linią ciągłą. Na końcu tego odcinka jest zatoka autobusowa, gdzie miałem szansę przepuścić tych co byli za mną. Ale nieee. uwaliło sie gościowi że weźmie się za wyprzedzanie w najgorszym możliwym miejscu. A jak już zjechałem w tę zatokę, nagle przestało mu sie spieszyć, zatrzymał sie przede mną i wylazł z pretensjami.
Czy blokowałem drogę? No nie wiem, bo z naprzeciwka samochód minął się bez problemu. Poza tym mamy wszelkie ubezpieczenia, zezwolenia i płacimy podatki a że praca wymaga przejazdu po drogach , no cóż w prawie o ruchu drogowym jest wzmianka o postępowaniu w takich przypadkach. Problem tylko w tym że ja też muszę wybrać miejsce gdzie zjadę, bo zatrzymanie byle gdzie może stworzyć dużo groźniejszą sytuację.