Skocz do zawartości

torpedo

Members
  • Postów

    106
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez torpedo

  1. Co Ty człowieku palisz? Widziałeś wykres cen węgla od 2008 roku? Chyba nie, wcześniej nie udało mi się go wkleić, to teraz też dam linka, bo robota czeka: http://gornictwo.wnp.pl/notowania/ceny_wegla/?zakres=5 To Twoje gówniane po miało wysokie ceny węgla praktycznie do końca 2014 roku, przez całe dwie kadencje. I wszystko tylko potrafili udupiać. Jak to czym dobrze zarządzają? Holdingami węglowymi, to chyba jasne. I pewnie nie rozkradają zysków, bo je wykazują. Ceny węgla tak samo jak ceny ropy chodzą sobie swoimi ścieżkami. Porównaj sobie to 17 mld z kasą ukradzioną z OFE przez Twoich idoli, tępaku, bo na prawdę już się ośmieszasz. I policz sobie, jeśli potrafisz, jak bardzo wzrosły koszty obsługi długu po jego zwiększeni praktycznie dwukrotnie przez te stracone 8 lat, a później wysuwaj te swoje roszczenia w stronę obniżki podatków.
  2. Jak to gdzie? Nie przeszkadzają, dobrze zarządzają, nie doprowadzają celowo do ruiny, żeby mieć pretekst do sprzedaży po taniości. Ale przecież możesz dalej palić głupa i dyskutować z faktami. To, że deficyt zakładany w budżecie jest wysoki, nie oznacza wcale, że musi być osiągnięty. Wpływy z podatków na razie mile zaskakują. Poczekajmy bez próżnego mielenia ozorem. Propaganda? Po prostu mają się czym pochwalić. Pamięć to Ty masz krótką i wyjątkowo wybiórczą. Teraz media przynajmniej nie dmuchają w jedną trąbkę, jak to za poprzedników bywało. Do wyboru do koloru. Nawet Trwam wtedy wystartowała z dużym opóźnieniem i to po masowych protestach społecznych, bo mafia nie chciała stracić wyłączności w eterze.
  3. Nie bój żaby, nauki pobierałem jeszcze za komuny i czytać potrafię. Masz tutaj historyczny wykres cen węgla. Za panowania Partii Oszustów ceny były dużo lepsze, wyjątkiem był rok 2015, ale to już schyłek tych pożal się Boże "rządów", i wyniki tego gorszego roku były dokładnie znane dopiero po wyborach. http://gornictwo.wnp.pl/notowania/ceny_wegla/?zakres=5 Nie mogłem wrzucić wykresu, wycina mi go, ale w linku masz wszystko
  4. No proszę, wystarczyło mafię oderwać od koryta i już widać efekty: Państwowa JSW w I kw. 2017 r. wypracowała 864,5 mln zł zysku na czysto! A jeszcze 2 lata temu mówili, że polskie górnictwo jest trwale nierentowne wpis z dnia 26/05/2017 foto: wsilver (Flickr.com / CC by 2.0) Kontrolowana przez Skarb Państwa Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW) jeszcze w 2014 r. notowała stratę na poziomie -657,1 mln zł. Strata za 2015 r. była jeszcze większa i wyniosła -3,285 mld zł. Rok 2016 r. również zakończył się na minusie. Spółka odnotowała wówczas stratę rzędu -59,8 mln zł. I nagle BUUM! Po zaledwie trzech pierwszych miesiącach 2017 roku JSW zanotowała gigantyczny zysk na czysto: +864,5 mln zł. Analitycy są zgodni - zyski całego sektora górniczego w Polsce będą w tym roku rekordowe! Wszystko wskazuje na to, że Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW) ma przed sobą rekordowo dobry rok. Zysk netto na poziomie 863,5 mln zł, tej jeszcze 2-3 lata temu zupełnie niedochodowej spółki węglowej, mógłby dziś pokryć w całości obecny deficyt budżetowy (który z kolei jest rekordowo niski). Gdzie tkwi tajemnica sukcesu? Powody są co najmniej dwa. Pierwszy to pozbycie się zupełnie nierentownej kopalni "Ruch Jas-Mos" i przekazanie jej majątku do "Spółki Restrukturyzacji Kopalń" (straty jakie generowała ta kopalnia nie obciążają wyników JSW). Po drugie - i chyba ważniejsze - w porównaniu z rokiem ubiegłym znacząco wzrosły ceny sprzedaży wydobywanego przez JSW węgla. Średnia cena węgla wzrosła w I kwartale o 119 proc. licząc rok do roku. Cena węgla koksowego była wyższa o 162,5 proc. i wyniosła 823,05 zł/t (głównie dzięki wzrostom cen węgla na światowych giełdach), a cena węgla do celów energetycznych wzrosła o 7,3 proc. do 197,78 zł/t. Eksperci są zgodni - przed JSW, jak i przed całym sektorem górniczym w Polsce, świetny rok. Zyski będą rekordowo wysokie. Rosnące ceny węgla na światowych rynkach istotnie wpływają na dochodowość polskich kopalni, które w Europie nie mają już zbyt wielkiej konkurencji (Niemcy, Czesi i Brytyjczycy, albo zamknęli, albo są w trakcie zamykania swoich kopalni węgla). I pomyśleć, że jeszcze 2 lata temu niemająca koncepcji na rozwój polskiego górnictwa ekipa Ewy Kopacz rozważała masowe zamykanie kopalń lub ich sprzedaż niemieckim inwestorom... Źródło: Zysk netto JSW wyniósł 864,53 mln zł w I kw. 2017 r. wobec straty rok wcześniej (Bankier.pl) Źródło: Analitycy wróżą JSW wysokie zyski (Wnp.pl)
  5. A może to po prostu dalekowzroczność, mądrość przed szkodą, wyciąganie poprawnych wniosków z działań innych i dobrze rozumiany patriotyzm? Nie pomyślałeś o tym? A, fakt, Ty nie masz organu odpowiedzialnego za myślenie, pożyteczny idioto. Poczytaj sobie, w jaki sposób pomagają chrześcijanie. To jest akcja propagowana w parafiach: Państwa UE mogą uczyć się od Polski jak pomagać uchodźcom. Program "Rodzina rodzinie" jako wzór akcji niesienia pomocy na miejscu wpis z dnia 22/05/2017 foto: materiały Caritas Polska Wśród opinii, jakie dominują na temat naszego kraju, można usłyszeć, że nie chcemy pomagać innym. Nic bardziej mylnego! Po pierwsze - jeśli jakiś uchodźca z kraju ogarniętego wojną do Polski trafi i poprosi o azyl, to otrzyma tu schronienie. Po drugie - nie chcemy jedynie narzucanej siłą unijnych nakazów relokacji migrantów, którzy wybrali Niemcy czy Francję, jako państwa azylu. Po trzecie - na przykładzie programu "Rodzina rodzinie" państwa Europy Zachodniej powinny się uczyć od Polaków, jak wygląda oddolna i świetnie zorganizowana akcja niesienia pomocy bezpośredniej. Czarna propaganda, uprawiana z zamiłowaniem przez sporą część brukselskich i berlińskich elit politycznych, tworzy z naszego państwa totalnie anty-humanitarny twór, który nie chce nikomu pomagać, a w szczególności nie czuje solidarności z uchodźcami uciekającymi z regionów objętych działaniami wojennymi. Nic bardziej mylnego! Fakty są bowiem takie, że Polska udziela pomocy osobom uciekającym z powodu wojny lub prześladowań, czego najlepszym dowodem są statystyki Urzędu do Spraw Uchodźców. Jeśli jakiś uchodźca z kraju ogarniętego wojną do Polski trafi i poprosi o azyl, to otrzyma tu schronienie. Dostanie takie schronienie, bo Polska - wbrew opiniom zachodnioeuropejskich liberałów - respektuje konwencje międzynarodowe w sprawie pomocy uchodźcom. To czego nie respektujemy, to narzucane siłą unijnych nakazów programy relokacji migrantów, którzy wybrali Niemcy, Francję czy Włochy, jako państwa swojego azylu. Inną kwestią jest to, że państwa Europy Zachodniej mogłyby się uczyć od Polaków, jak wygląda świetnie zorganizowana, oddolna akcja niesienia pomocy bezpośredniej. W ubiegłym roku Caritas Polska uruchomił program "Rodzina rodzinie". Polega on na tym, że nie ruszając się z domu możemy wspierać konkretne osoby potrzebujące pomocy w Syrii, jak i uchodźców z tego kraju, którzy uciekli do państw ościennych. Pojedyncza osoba, rodzina, wspólnota, parafia czy organizacja może udzielić bezpośredniej pomocy konkretnej poszkodowanej rodzinie – przyjąć ją jako bliską sobie, choć geograficznie odległą. Caritas Polska współpracuje w Syrii z Caritas Aleppo, będącą oddziałem Caritas Syria. Caritas Aleppo działa w tym oblężonym mieście bez przerwy, udzielając mieszkańcom takiej pomocy tak: pomoc żywnościowa, wsparcie wynajmu i remontu mieszkań zniszczonych przez wojnę, opieka medyczna i wsparcie ludzi starszych, działania edukacyjne dla dzieci. Zebrane w Polsce środki trafiają do partnerów lokalnych na miejscu, którzy otaczają opieką przekazane nam rodziny i znają dobrze ich potrzeby. Partnerzy dysponują środkami dla rodzin. Oznacza to, że w ramach zebranej kwoty przekazują to, co jest najbardziej w danym momencie niezbędne dla konkretnej rodziny. Prowadzą też monitoring potrzeb i realizacji pomocy. Według statystyk Caritas Polska do marca br. w ramach programu "Rodzina rodzinie" udało się zebrać 13 milionów złotych. Uczestnikiem programu pomocowego można zostać przez stronę RodzinaRodzinie.caritas.pl. Działania Caritas Polska w Syrii można również wesprzeć wysyłając SMS o treści SYRIA na numer 72052. Całkowity koszt SMS to 2,46 zł, z czego 0,46 zł to podatek VAT, 0,18 zł to koszty administracyjne Caritasu, a 1,82 zł idzie bezpośrednio na pomoc dla potrzebujących. Źródło: Pomoc rodzinom poszkodowanym w konflikcie syryjskim (Caritas.pl)
  6. Ktoś już wcześniej wkleił to zdjęcie, ale chodzi mi głównie o ostatnie zdanie. Jest prawdziwe aż do bólu Zwłaszcza w świetle tego, co wygadywali w sprawie uchodźców: Jak wiatr zawieje, tak Platforma zmienia zdanie. Na przykładzie tych wypowiedzi można uczyć jak nie robić polityki wpis z dnia 20/05/2017 foto: PlatformaRP (Flickr.com / CC by nd 2.0) 9 maja Grzegorz Schetyna twierdzi, że "PO nie jest za przyjmowaniem uchodźców". Dwa dni później Izabela Leszczyna (wiceminister finansów w rządzie PO-PSL) mówi, że "Schetyna żartował". 18 maja rano Tomasz Siemoniak zauważa, że "PO stworzyła mechanizm, dzięki któremu w Polsce nie ma uchodźców", a Borys Budka mu wtóruje: "Zarówno Schetyna, jak i ja mieliśmy szczęście być w rządzie, który zabezpieczył Polaków przed nielegalnymi imigrantami". Tego samego dnia popołudniu Ewa Kopacz stwierdza, iż "Polska powinna wypełnić zobowiązania w sprawie uchodźców"... Takiego kombinowania, jak koń na światłach, nie było w polskiej polityce już dawno. Spin-doktorzy pracujący dla Platformy Obywatelskiej wiedzą doskonale, że twarde stanowisko w/s przyjmowania migrantów z innych państw UE może się równać spadkowi poparcia w sondażach. Wszak 3 na 4 Polaków jest przeciwko przymusowej relokacji przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu do Polski. Stąd, jak zakładam, Schetyna nagle wystrzelił, że "PO nie jest za przyjmowaniem uchodźców". Przekaz ten musiał być szybko "prostowany" przez ludzi ze środowiska Donalda Tuska. Już dwa dni po wypowiedzi obecnego lidera PO, posłanka tej partii oraz była minister finansów w poprzednim rządzie Izabela Leszczyna stwierdziła, że Schetyna tylko "żartował" z tym, iż PO jest przeciwko przyjmowaniu uchodźców. Przekazu nie udało się jednak do końca naprostować, gdyż w mediach zaczęli się wypowiadać kolejni liderzy PO jak Borys Budka czy Tomasz Siemoniak. Ten pierwszy na antenie Radia Zet zauważył, że "Zarówno Schetyna, jak i ja mieliśmy szczęście być w rządzie, który zabezpieczył Polaków przed nielegalnymi imigrantami", a Siemoniak dodał, że rząd PO-PSL stworzył mechanizmy, dzięki którym w Polsce nie ma teraz uchodźców. Na to wszystko wypowiedziała się jeszcze była premier Ewa Kopacz (również wiązana ze stronnictwem Tuska), która uważa, iż "Polska powinna wypełnić zobowiązania w sprawie uchodźców", a tym samym wziąć udział w procesie relokacji migrantów z innych państw UE. Czy doczekamy się jednolitego stanowiska Platformy w/s relokowania migrantów? W mojej opinii nigdy. Ścieranie się różnych interesów (Schetyny / Tuska, Polski / Niemiec, publicznego / partyjnego) jest na tyle silne, że PO musi dalej kluczyć i lawirować. Nie ma innej opcji. Źródło: Nieoczekiwana zmiana narracji. Schetyna: PO nie jest za przyjęciem uchodźców (DoRzeczy.pl) Źródło: Posłanka PO: Schetyna żartował mówiąc o uchodźcach. Wypowiedź hitem internetu (300polityka.pl) Źródło: Siemoniak ws. uchodźców: Pozostawiliśmy rządowi PiS dobry mechanizm - pozwolił nie przyjąć nikogo (rmf24.pl) Źródło: Gosc_RadiaZET (twitter.com) Źródło: Kopacz: Polska powinna wypełnić zobowiązania ws. uchodźców (rmf24.pl
  7. Wyobraź sobie, że zwykli obywatele nie życzą sobie, aby pieniądze odprowadzane przez nich w postaci podatków były rozkradane przez esbeckie mafie, jak to się odbywało w pamiętnej ośmiolatce. I uszczelnienie systemu podatkowego , a przez to ograniczenie ogromnego złodziejstwa to już zasługa tego właśnie rządu. Czy Ci się to podoba, czy nie, to nie dasz rady tego zanegować. Ale kwiczeć i udawać ciężko mądrego możesz do woli. Przecież już dawno pisałem, żeby zaczekać z oceną rozwoju gospodarki do podsumowania 2017 roku, bo wtedy wszystko się okaże. Ale Ty ciągle trułeś, że po wskaźnikach nie widać poprawy. Dobrze , że zmieniłeś zdanie. Pomyślałem, że może nie jesteś jednak takim nieukiem. Ale o tych imigrantach do dałeś czadu. Pooglądaj sobie filmiki, jak tzw. uchodźcy się zachowują w tych bardziej gościnnych krajach. Całkowicie popieram nasz rząd w kwestii imigrantów, tak trzymać. Aha, i nie nazywaj patriotyzmu głupotą, cielaku. Chcesz znaleźć głupka, to spójrz w lustro.
  8. O jakim działaniu prawa wstecz znowu bredzisz? Ukradziona kasa zawsze będzie tylko ukradzioną kasą, trefnym majątkiem pochodzącym z przestępstwa. I jeżeli przestępcy zostaje udowodniona kradzież, to automatycznie fanty (a w tym przypadku gruba kasa) powinny wracać do prawowitego właściciela. Absolutnie nie powinno być tak, że złodziej odsiedzi parę lat, a później cieszy się tym co ukradł
  9. O proszę, zaczynają się dobierać do d*p kolesi gajowego Bula: http://niezalezna.pl/98847-byly-oficer-wsi-trafil-za-kratki-gigantyczny-przekret-na-100-milionow-zl#comment-4492233 Tak trzymać, tylko przydałaby się zmiana prawa, żeby można było odebrać złodziejowi to co ukradł.
  10. Są coraz zabawniejsi. Redaktor „GW” ma dowód przeciw PiS - uczniowie będą czytać książki Popłoch w redakcji na Czerskiej. „Gazeta Wyborcza” odkryła niebywały skandal. Narzekają, że uczniowie szkół średnich będą czytać książki (sic!). I to aż sześć, czy nawet siedem pozycji w ciągu jednego roku! Wierzyć się nie chce, że nawet tak niedorzeczne argumenty są gotowi użyć do walki z PiS. Nic dziwnego, że sprzedaż "GW" leci na łeb na szyję. Weekendowe słońce musiało niekoniecznie pozytywnie zadziałać na niektórych redaktorów. Marudzą, że „podstawa programowa z języka polskiego dla szkół średnich jest zbyt ambitna”. Usiłują wytłumaczyć, że ten program przejść musi zarówno przyszły humanista, jak „inżynier, mechanik samochodowy czy spawacz”. Śmiech w internecie wzbudził szczególnie fragment rozmowy z profesorem Krzysztofem Biedrzyckim. Mówiono o reformie edukacji. Poszło konkretnie o lektury i ich mnogość. Tak, mnogość, bo według „GW” sześć czy siedem książek przeczytanych w ciągu roku, to liczba nie do przyjęcia. – możemy dowiedzieć się z „GW”. Co innego, gdyby mieli czytać „Gazetę Wyborczą”… A taki pomysł już był. Nawet wcielono go w życie. Jak opisywała „Gazeta Polska Codziennie” nauczycielka wiedzy o społeczeństwie zarządziła obowiązkową lekturę „Wyborczej” i zobowiązała uczniów do codziennego śledzenia programu informacyjnego TVN-u. Nie było mowy o innych mediach. Liczba lektur jest przytłaczająca. Wychodzi na to, że w każdym roku licealista będzie miał do przeczytania sześć-siedem książek, a do tego dużo poezji, fragmentów obszernych tekstów To indoktrynacja – mówił w rozmowie z „GPC” ojciec nastolatki z jednego ze słupskich gimnazjów. Przypomniał tym samym, że w czasach PRL‑u, kiedy chodził do szkoły, był zobowiązany do czytania organu PZPR – „Trybuny Ludu” oraz oglądania nachalnie propagandowego „Dziennika Telewizyjnego”. Internauci pochylili się nad tematem. Sarkazmów nie było końca. Zobacz obraz na Twitterze
  11. Czarny sen Balcerowicza: Moody's podnosi perspektywę ratingu Polski, Eurostat potwierdza rewelacyjną produkcję, a dochody z VAT osiągają niespotykane poziomy wpis z dnia 16/05/2017 foto: Kamil Porembinski (Flickr.com / CC by SA 2.0) Według Eurostatu produkcja przemysłowa w marcu osiągnęła w naszym kraju rewelacyjny rezultat +8,7 proc. r/r. Dochody z VAT po kwietniu są najwyższe w historii (o 16 proc. większe niż w analogicznym okresie ub.r.), a agencja ratingowa Moody's podnosi perspektywę ratingu Polski. Jakby tego było mało spadają kursy walut, rośnie giełda, a rentowności polskich obligacji stają się coraz niższe. Wbrew lękom i paranojom Leszka Balcerowicza odsunięcie Platformy od władzy nie tylko nie spowodowało żadnej katastrofy. Wręcz przeciwnie - przyczyniło się do istotnego wzrostu! Leszek Balcerowicz jeszcze w 2015 roku bezwzględnie przestrzegał przed odsunięciem PO od władzy i realizacją planów gospodarczych PiS. Jego zdaniem dojście partii Kaczyńskiego do władzy miało się zakończyć "pełzającą destrukcją bez sygnałów ostrzegawczych". Były minister finansów szczególnie ostrzegał przed przyjęciem programu 500+. W jego opinii nie było bowiem "żadnych badań, które by potwierdzały, że dzięki temu będzie więcej dzieci". Budżet naszego kraju miał tego nie wytrzymać, co w oczywiście miało się przełożyć na całą gospodarkę. Co się stało 18 miesięcy później? Okazuje się, że zdaniem unijnego Eurostatu produkcja przemysłowa w naszym kraju wygląda rewelacyjnie (w styczniu: +4,3 proc. r/r, w luty: +4,8 proc. r/r, a w marcu: +8,7 proc. r/r). Kapitalizacja spółek notowanych na warszawskiej giełdzie osiągnęła rekordowe, nigdy wcześniej nie notowane poziomy (wartość największej polskiej spółki giełdowej w ciągu 1,5 roku urosła o ponad 22 mld zł, do poziomu 51 mld zł). Dochody budżetowe z tytułu podatków również wyglądają obiecująco (dochody z samego tylko podatku VAT były w kwietniu o 16 proc. większe niż w analogicznym okresie roku ubiegłego). Agencja ratingowa Moody's zmieniła perspektywę polskiego ratingu na pozytywną, co automatycznie przełożyło się na dalszy spadek kursów walut zagranicznych oraz rentowności polskich papierów dłużnych (tutaj wyraźny spadek jest widoczny od początku marca b.r.). Wszystko to sprawia, że wszelkie prognozy wzrostu gospodarczego za 2017 rok są korygowane w górę (ostatnio zrobiła to Komisja Europejska). Wbrew lękom i paranojom Leszka Balcerowicza odsunięcie Platformy od władzy nie tylko nie spowodowało żadnej katastrofy gospodarczej. Wręcz przeciwnie - przyczyniło się do jej istotnego wzrostu! A program 500+, przed którym tak usilnie przestrzegał, okazał się być największym sukcesem tego rządu. Oczywiście, aby nie było zbyt sielankowo, PiS zaliczył w ciągu 1,5 roku wiele potężnych wtop (źle rozegrana sprawa TK, chaos polityki zagranicznej, bezsensowna szarża na Tuska), niemniej w kwestii gospodarki ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Źródło: „Nie będzie sygnałów ostrzegawczych. To będzie pełzająca destrukcja”. Balcerowicz ostrzega przed skutkami reform PiS (tvp.info) Źródło: Industrial production down by 0.1% in euro area (ec.europa.eu) Źródło: Rentowności polskich obligacji (stooq.pl) Źródło: VAT zdał kwietniowy test (pb.pl) Źródło: Najwyżej wyceniana na giełdzie polska spółka jest już warta ponad 50 mld zł (Gazeta.pl)
  12. Dzięki serdeczne. Właśnie o to mi chodziło. Bardzo mi pomogłeś. Masz u mnie flaszkę
  13. Panowie, może macie to już obcykane. Muszę zmienić rozstaw tylnych kół na 160 cm. Nie mam za bardzo czasu na eksperymenty. Jak ustawić gwiazdę, Odwrócić ją? I jak wtedy powinna być przykręcona obręcz? Samo odwrócenie kół daje większy rozstaw. Może jest w necie jakaś instrukcja, jak to skręcić? Proszę o szybką pomoc:-) Aha, zapomniałem dodać -C-330 z 1979 roku na standardowych felgach, teraz jest fabryczne 1250 mm.
  14. Co Ty facet pie***lisz? Zaczekaj na podsumowanie 2017 roku, zwiększone wpływy do budżetu i wzrost PKB wtedy powinny być widoczne, cierpliwości. Skoro sprzedaż oleju napędowego z legalnych źródeł wzrosła w I kw. 2017 roku o 42% r/r, to chyba jasne, że zwiększyły się też wpływy z VATu i akcyzy? Porównujesz wartość lewych faktur za tego i poprzedniego rządu? Potrafisz czytać ze zrozumieniem? No to jazda: Morawiecki: 20 mld zł fikcyjnego eksportu elektroniki w ciągu 2,5 lat W Ministerstwie Finansów oszacowaliśmy, że w ciągu 2,5 roku doszło do fikcyjnego eksportu samej elektroniki użytkowej - telefonów komórkowych, twardych dysków i innych tego typu różnych przedmiotów - o wartości 20 mld - podał dzisiaj wicepremier Mateusz Morawiecki. - Szacujemy dziś, że w jednym roku łącznie na wszystkie sektory, na wszystkie przedmioty, fikcyjnego eksportu mogło być do 30 mld (zł - red.) - wskazał minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki w TVN 24. - Czy to pana spekulacje, czy to empiryczne dane? - pytał dziennikarz. - To nie jest spekulacja, to są bardzo proste, empiryczne, matematyczne dane - odpowiedział minister. - W MF już oszacowaliśmy, np. na ile było fikcyjnego eksportu elektroniki: w ciągu 2,5 roku samej elektroniki użytkowej - telefonów komórkowych, twardych dysków i innych tego typu różnych przedmiotów - było 20 mld (zł - red.) - dodał. Morawiecki zaznaczył, że "GUS i Eurostat są tu średnio winne w tym sensie, że one biorą dane oficjalne. A w oficjalnych danych jest ten fikcyjny eksport". - Mafia VAT-owska polega na tym, że poprzez wianuszek firm, fikcyjnych, które tak naprawdę nie istnieją i nie prowadzą działalności gospodarczej, jeden z ostatnich wyprowadza towar za granicę, po to, żeby odebrać sobie VAT. Ale co to znaczy, że wyprowadza towar, którego nie wyprowadza, bo sprzedaje w kraju te telefony komórkowe bez VAT-u? Właśnie to oznacza, że tego eksportu tak naprawdę nie było - opowiedział minister. Pytany o to, ile wyniesie wzrost gospodarczy, minister powiedział, że to będzie jeszcze wyliczone "dlatego, że na koniec 2015 r. i 2014 powinniśmy zacząć rewizję. Zresztą urzędy statystyczne na całym świecie dokonują takich rewizji bardzo często, już GUS kilka lat temu dokonał takiej rewizji, dodając nierejestrowane dochody. I teraz dochody, które de facto nie powinny być zaliczone, powinny być odjęte". Pytany o realną prognozę, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy, Morawiecki powiedział: "Myślę, że możemy oscylować wokół 3 proc. Podkreślam, że bardzo ważna jest jakość tego wzrostu gospodarczego - żeby to się przekładało na paragony w sklepach, na pełne koszyki zakupów, a nie na to, czy PKB jest 0,2 proc. wyższe, 0,2 proc. niższe".
  15. No fakt, bez trudu wymienię Ci nawet kilka grup. którym się pogorszyło. 1. Przede wszystkim wszystkie paniska, którym ryje oderwali od koryta. To największa grupa, tutaj straciły całe rodziny, poustawiane w różnych radach nadzorczych i na ciepłych posadkach 2. Byli funkcjonariusze bezpieki, którzy za 2 tysie nie będą teraz w stanie wyżyć 3. Mafia paliwowa, bo każda dostawa ON musi być rejestrowana (powyżej 500 l dla nie watowców) na platformie (ale wymyślili nazwę;-). Wkleiłem niedawno linka, jak bardzo wzrosła sprzedaż paliw z legalnych źródeł w I kw. 2017, a poprzez to zyski koncernów paliwowych 4. Mafie wyłudzające podatek VAT. I nie zapominaj, że POprzednicy do PKB wliczali też lewe faktury VAT, wystawiane tylko i wyłącznie w celu wyłudzenia podatku. A to były dziesiątki miliardów złotych Dalej nie chce mi się wyliczać. ale złodziei z budżetu było w minionych czasach bez liku. Takie zmiany powinny cieszyć uczciwych obywateli.
  16. To chyba masz facet amnezje. Tusek nie zrealizował żadnej obietnicy (słownie zero) przez całe 8 lat. Za to przykręcał śrubę coraz bardziej, tzn. robił to, co obiecał komu innemu, ale na pewno nie wyborcom. Ten rząd po kolei realizuje to co obiecał. Ale może Ty byś chciał żeby zrobili wszystko przez pierwsze 100 dni??? Jesteś stronniczym lemingiem. Może Ci się urwało jakieś koryto? Przyznaj się, byłeś pewnie na liście płac. Może jesteś byłym członkiem jakiejś rady nadzorczej z poręczenia wujaszka peeselowca?
  17. A który to się tak chwalił przed wyborami (podpowiem że nie ostatnimi), że ma szuflady pełne ustaw??? Czy to nie był niejaki "Rudy"? A po wyborach pewnie sprzątaczka zrobiła mu czyszczenie biurka, i była lipa, wszystko zniknęło. Tyle roboty poszło się *****. Ale że musieli się czymś wykazać to była ACTA, ograbienie OFE, podwyższenie wieku emerytalnego, itepe... I wszystkie działania takie prospołeczne, a jakże! Niech wyborcy też coś z tego mają!!!
  18. Tacy, którym możesz buty wyczyścić Trochę do poczytania, wycinek z artykułu Prof. Pawła Soroki. cały artykuł tutaj: http://trybuna.eu/krajobraz-po-bitwie-co-zostalo-po-prywatyzacji-w-polsce/ Restrykcyjna polityka finansowa w stosunku do przedsiębiorstw państwowych Charakteryzując procesy prywatyzacji w polskim przemyśle w początkowym okresie transformacji nie można pominąć restrykcyjnej polityki finansowej, którą wprowadził nowy wicepremier i minister finansów Leszek Balcerowicz, warunkującą realizację jego ekonomicznej i prywatyzacyjnej doktryny. Nakazowo zmienił on dotychczasową politykę kredytową prowadzoną przez poprzednie rządy. Na początku 1989 roku średnia stopa procentowa dla kredytów inwestycyjnych kształtowała się na poziomie 4-7 procent, a kredytów obrotowych/handlowych na poziomie 7–10 proc. rocznie. Z początkiem 1990 roku wszystkie stopy procentowe zostały radykalnie podniesione, w tym stopy odsetek od zaległości podatkowych oraz odsetki cywilno– prawne tzw. ustawowe, stosowane w stosunkach międzypodmiotowych i podmiot – obywatel. Stopy kredytowe wzrosły w roku 1990 do poziomu ponad 72 proc., a stopa redyskontowa osiągnęła nawet 106 proc. rocznie Radykalnie wzrosły dwa rodzaje odsetek ustalanych przez ministra finansów: ustawowa, wzrosła do poziomu 192 proc. średniorocznie, a odsetki od zaległości podatkowych jeszcze więcej, bo nawet do poziomu 212 proc. średniorocznie, a czasowo aż do 720 proc. rocznie . Należy pamiętać, że bardzo wysokie stopy kredytowe wprowadzone w roku 1990 nie dotyczyły uzyskiwanych kredytów w ramach nowo zawieranych umów kredytowych, ale wszystkich czynnych kredytów, czyli czynnych uprzednio przed rokiem 1990 zawartych umów kredytowych, których okres czynności trwał i miał trwać jeszcze np. 3 czy 4 lata, ponieważ kredyt inwestycyjny został udzielony na okres 6 czy 7 lat, a dotychczas wykorzystany okres czynności umowy kredytowej wyniósł 2 czy 3 lata. Tymi decyzjami władz zostały naruszone warunki umów kredytowych, a dotychczasowa działalność gospodarcza finansowana tymi kredytami uzyskanymi przed rokiem 1990 z powodu tak rażącego wzrostu wszystkich rodzajów stóp procentowych, stała się nagle deficytową, przynoszącą tyko stratę i to w systemie ciągłym. Wszystkie rodzaje kosztów były w przedsiębiorstwach uprzednio kalkulowane w oparciu o stopy z umów zawartych przed rokiem 1990 i z uwzględnieniem innych rodzajów stóp również z tego okresu. Jednocześnie nie stworzono możliwości wycofania się z tych kredytów. Nagły wzrost stóp procentowych był podstawowym czynnikiem przyczyniającym się do ich przyszłej upadłości i likwidacji w różnorodnej formie. W roku 1990 stopy kredytowe, ustalane stopą dzienną były nagle podniesione do ponad 80 proc. rocznie, z 7 proc. z roku 1989 do najwyższej 84 proc. w roku 1990 i przy takim ich poziomie trudno było oczekiwać, aby jakakolwiek działalność mogła przynosić zysk. Znacznie podniesione stopy procentowe nie tylko pochłaniały całą uzyskiwaną stopę zysku, ale jeszcze przynosiły wysoką stopę straty na działalności gospodarczej, co powodowało lawinową niewypłacalność większości podmiotów gospodarczych, a ich upadanie było pretekstem dla władz do ich pośpiesznej, przymusowej prywatyzacji z powodu rzekomego braku zyskowności w ich działalności gospodarczej. Skutki wyżej scharakteryzowanej restrykcyjnej polityki finansowej uwidoczniły się w wielu branżach; przykładowo w branży przemysłu obrabiarkowego na początku lat dziewięćdziesiątych powstało znaczne zadłużenie zakładów, które w 1995 roku wzrosło o 190 % w stosunku do 1991 roku. Zadłużone w ten sposób podmioty gospodarcze nie mogły spłacić nie tylko kapitału kredytowego, ale i ponad dziesięciokrotnie wyższych odsetek, tym bardziej, że władze i banki przyjęły zasadę, że wszelkie spłaty dłużnika -kredytobiorcy najpierw są zaliczane na spłatę odsetek, a dopiero potem reszta na spłatę kapitału kredytowego. Powstała sytuacja wieczystego zadłużenia i niemożności spłaty kredytu kiedykolwiek, a to wzmacniało naciski na przeprowadzenie szybkiej prywatyzacji. Sam poziom kwotowy zadłużenia podmiotu gospodarczego był wystarczającym czynnikiem do jego prywatyzacji, a zadłużenie liczono we wszystkich tytułach, sumując go na kwotę ogólną i tak określano ogólny poziom zadłużenia, będący podstawą do zbycia lub przekształcenia przedsiębiorstwa. Stosunkowo często też przyjmowano stan kwotowy zadłużenia przedsiębiorstwa za jego wartość do zbycia, jako cenę kwotowej sprzedaży. Wycena przedsiębiorstwa zazwyczaj miała charakter uznaniowy. Z zasady kwestionowano wartość ewidencyjną majątku trwałego z powodu, że ten majątek trwały został już zamortyzowany, jest mało wartościowy produkcyjnie, a to rażąco zaniżało wartość takiego podmiotu gospodarczego. Przy takiej wycenie danego podmiotu, zobowiązania finansowe wyliczone i ujęte wg horrendalnych, wprowadzonych od roku 1990 odsetek, przewyższały nawet jego tak wyliczaną wartość, tym bardziej, że do wyceny z zasady nie przyjmowano wartości jego gruntu. Skutkiem takiej restrykcyjnej polityki finansowej była niemal powszechna niewypłacalność różnorodnych podmiotów gospodarczych, ogromne zatory płatnicze i zastosowana przez te same władze finansowe blokada kredytowa wobec przedsiębiorstw państwowych. W tych warunkach zadłużenie i niewypłacalność stała się procesem już niemal powszechnym. W takich to warunkach ekonomicznych przebiegały procesy prywatyzacji. Same zobowiązania odsetkowe, które wynikały ze wzrostu stóp procentowych narzuconych od roku 1990, często przekraczały 60 proc. ogólnego stanu ich zadłużenia. Przyjęcie sztucznie zawyżonego zobowiązania miało bezpośredni wpływ na uzyskiwaną cenę zbycia, czy uzyskiwania przez udziałowców i akcjonariuszy wartości z jego struktury majątkowej. Przejęcia przedsiębiorstw za należności kredytowe i odsetkowe dokonywały także banki. Banki uzyskały także zamianę swoich należności kredytowych ( zarówno w kapitale kredytowym, jak i za sztucznie podniesione odsetki, które po roku 1994 przewyższały już należności kapitałowe) na udziały czy na akcje kredytobiorców, po ich przekształceniu w nową spółkę lub po połączeniu z innym podmiotem. W tej sztucznie zawyżonej części odsetkowej uzyskiwały korzyści finansowe czy majątkowe niemal za darmo. Banki nie powinny uczestniczyć w tego rodzaju prywatyzacji i w przechwytywaniu majątku narodowego, który po przejęciu w formie udziału czy akcji realnie podwyższał i przewartościowywał ich kapitały własne.
  19. Jasne, że mało. Fachowcy szacują, że polski majątek narodowy "poszedł" za 10 % wartości, to skąd ma być dużo? Tusk w 1993 r.: "Polskie przedsiębiorstwa są mało albo nic nie warte. Dlatego są i będą tanio sprzedawane" wpis z dnia 20/04/2017 Źródło: Urząd Morski Dojście do władzy ludzi pokroju Tuska, Balcerowicza i Lewandowskiego rozpoczęło niespotykany nigdy wcześniej w historii etap wyprzedaży majątku narodowego za bezcen. Dla zagranicznych firm zaczął się "złoty okres". Widząc, że nad Wisłą rządzą ludzie zakompleksieni wobec Zachodu i "zaczadzeni" neoliberalnymi frazesami, rozpoczęli oni prawdziwe łowy. Okazja goniła okazję, a uruchomiony wówczas proces drenażu kapitału doprowadził do trwałego uzależnienia naszej gospodarki od "zagranicznych inwestorów". I to jest prawdziwa wina Tuska i jego kumpli. Donald Tusk, przyszły premier Polski, w trakcie wystąpienia na spotkaniu z wyborcami w Starachowicach w sierpniu 1993 roku wypowiedział słowa, które idealnie opisały jego gospodarczą mentalność: "Polskie przedsiębiorstwa są mało albo nic nie warte. Dlatego są i będą tanio sprzedawane" W zdaniu tym są co najmniej dwa kłamstwa. Po pierwsze polskie przedsiębiorstwa na początku lat 90-tych XX wieku nie były "mało albo nic nie warte". Były warte fortunę, bowiem stanowiły realną konkurencję dla gospodarki państw ówczesnej EWG. Po drugie - polskie przedsiębiorstwa nie były tanio sprzedawane, bo były nic nie warte, lecz dlatego, że taka była wola rządzących wówczas polityków. Rabunkowa powszechna prywatyzacja, specjalne strefy ekonomiczne czy bezmyślna prywatyzacja sektora bankowego - to wypisz wymaluj program gospodarczy "konserwatywnych-liberałów" z Lewandowskim, Bieleckim, Tuskiem i Balcerowiczem na czele. Niektórzy twierdzą, że nie było innej drogi transformacji, jak wyprzedaż polskiej gospodarki za półdarmo w ręce zagranicznego kapitału. Osobiście nie podzielam tego poglądu. Owszem - nie wszystkie zakłady przemysłowe miały szanse przetrwać. Nie wszystko można by uratować niezależnie od modelu i scenariusza transformacji. Nie ulega jednak wątpliwości, że gdyby elity polityczne pokroju Janusza Lewandowskiego podjęły ćwierć wieku temu inne decyzje, to dzisiaj drenaż kapitału z naszego kraju byłby o wiele mniejszy, a skumulowane zasoby finansowe, które pozostałyby w Polsce, mogłyby znacznie wydajniej oddziaływać na wzrost gospodarczy i zamożność całego społeczeństwa. Milton Friedman (noblista, guru wolnorynkowej ekonomii) już w 1990 roku ostrzegał Polaków: "Pamiętajcie jedno: zagraniczni inwestorzy nie będą inwestować w Polsce po to, by pomóc Polsce, lecz po to, by pomóc sobie. Oni powinni działać wg takich samych reguł gry, jakie obowiązują Polaków. Nie należy im dawać żadnych przywilejów, ulg czy zwolnień podatkowych". Wspomniana ekipa niestety Friedmana nie posłuchała. Efekt tego był taki, że połowa polskiej gospodarki została przejęta za bezcen przez zagranicznych właścicieli, którzy niedługo później rozpoczęli drenaż kapitału porównywalny z drenażem dóbr kolonialnej Afryki...
  20. Ciągle masz nadzieję, że poprzez zaklinanie rzeczywistości odwrócisz trend i pisiory będą jednak be? Zasada jest prosta: dobremu gospodarzowi to i byk się ocieli. A jak ktoś ma lepkie łapy i w dodatku mentalność alkoholika wynoszącego rodzinne srebra, żeby się nachlać to niestety tylko równia pochyła. Przykre jest to, że rządziła Polską banda złodziei, albo marionetek sterowanych przez złodziejskie mafie. I tyle w temacie, o czym tu dyskutować?
  21. Polskie kopalnie do końca roku będą miały 400 mln zł zysku. A jeszcze 2 lata temu chcieli je zamykać i sprzedawać Niemcom... wpis z dnia 12/05/2017 foto: wsilver (Flickr.com / CC by SA 2.0) Powstała w kwietniu ubiegłego roku państwowa Polska Grupa Górnicza (PGG), która przejęła znajdującą się w fatalnym stanie finansowym Kompanię Węglową, już w tym roku może wygenerować spory zysk na czysto. Prezes PGG twierdzi, że w 2017 roku przekroczy on nawet 400 mln zł, a w kolejnych latach będzie jeszcze wyższy! Analitycy i eksperci potwierdzają te słowa. I pomyśleć, że jeszcze 2 lata temu niemająca koncepcji na rozwój polskiego górnictwa ekipa Ewy Kopacz rozważała masowe zamykanie kopalń lub ich sprzedaż niemieckim inwestorom... Przypomnijmy - jeszcze na początku 2015 r. nie mająca wyraźnej koncepcji na restrukturyzację i rozwój polskiego sektora górniczego ekipa PO-PSL chciała głównie zamykać kopalnie (pomysł z powołaniem Spółki Restrukturyzacji Kopalń, gdzie trafiałyby zakłady gotowe do zamknięcia). Rozważane były również pomysły sprzedaży poszczególnych kopalni zagranicznym inwestorom. Górnictwo było gigantycznym problemem, bowiem po kilku latach prosperity (kiedy zyski były liczone w miliardach złotych), zaczęło generować coraz większe koszty powodujące straty. Kontrolowana przez Skarb Państwa Kompania Węglowa (największe w Europie przedsiębiorstwo górnicze) stanęła na skraju bankructwa. W tym kontekście przełomowe okazało się być powołanie w kwietniu 2016 roku Polskiej Grupy Górniczej, która przejęła majątek i zobowiązania bankrutującej Kompanii Węglowej. Spółka ta została dokapitalizowana przez zewnętrznych inwestorów (spółki Skarbu Państwa) i podjęła się trudnego działania restrukturyzacyjnego. Efekty tego działania już są widoczne. PGG jeszcze w ubiegłym roku zanotowała stratę w wysokości -327,6 mln zł. Obecnie kolejny miesiąc z rzędu generuje wyraźne zyski, a eksperci nie mają wątpliwości, że cały 2017 rok może zamknąć wynikiem powyżej +370 mln zł! Prezes PGG, Tomasz Rogala, idzie jeszcze dalej - "Na ten rok zakładamy dodatni wynik netto, minimum 400 mln zł". Można? Jak widać - można. Wystarczy mieć plan i chęć do działania. Pieniądze, jakie kryją się w pokładach węglą, są jeszcze całkiem spore i przez wiele lat mogą nam przynosić spore zyski. Źródło: PGG zakłada co najmniej 400 mln zł zysku netto w br. (Wyborcza.biz) Źródło: PGG pracuje nad osiągnięciem wysokiego dodatniego wyniku w 2017 r. (BiznesRadar.pl) Źródło: Analitycy wróżą JSW wysokie zyski (Wnp.pl)
  22. Kiedy rządził Tusk z Polski wyprowadzano średnio po 60 mld zł kapitału rocznie. W 2016 r. poziom drenażu spadł do 5,5 mld zł wpis z dnia 10/05/2017 foto: EPP Official (Flickr.com / CC by SA 2.0) Z oficjalnego bilansu płatniczego Polski wynika, że gdy premierem był Donald Tusk (2008 - III kw. 2014) Polska była najobficiej drenowanym z kapitału państwem Europy! Saldo rachunku bieżącego nie pozostawia wątpliwości - z naszego kraju wyprowadzono wówczas za granicę łącznie 411,3 mld zł. Średniorocznie to ponad 60 mld zł! Dla porównania w 2016 roku saldo rachunku bieżącego było nadal ujemne, jednak wyniosło zaledwie -5,5 mld zł. To kilkanaście razy mniej niż w latach kiedy krajem rządził Donald Tusk. Oficjalne statystyki NBP na temat bilansu płatniczego Polski z okresu rządów PO-PSL są zatrważające. Skumulowany deficyt salda rachunku bieżącego Polski za ten okres wyniósł -106,8 mld euro, co stanowiło równowartość 427,7 mld zł! Najwięcej pieniędzy zniknęło, kiedy krajem rządził Donald Tusk. W okresie blisko 7 lat ulotniło się nieco ponad 411,3 mld zł. Aż tyle pieniędzy wytransferowano poza granice naszego kraju w formie opłat, rachunków za usługi i sprowadzane towary czy odsetek za pożyczone pieniądze. Owoce polskiego wzrostu gospodarczego bezlitośnie były drenowane przez zagraniczne spółki i przedsiębiorstwa. Najgorszy pod tym względem były lata 2008, 2010 oraz 2011 kiedy wytransferowano z Polski równowartość - odpowiednio - 85,7 mld zł, 77,7 mld zł oraz 81,5 mld zł! Zupełnie inaczej wyglądał pod tym względem rok 2016. Saldo rachunku bieżącego naszego kraju było, co prawda, nadal ujemne - wyniosło ono bowiem -5,5 mld zł - ale i tak prezentowało się wielokrotnie lepiej niż w okresie rządów Donalda Tuska. Głównym czynnikiem, dzięki któremu udało się znacząco zmniejszyć skalę drenażu, były rewelacyjne wyniki w obrotach towarowych. Polska, z kraju gdzie dominował import (w 2008 roku saldo obrotów towarowych było ujemne i wyniosło aż -82,5 mld zł), stała się krajem eksportowym (w 2016 roku odnotowano nadwyżkę na rachunku obrotów towarowych w wysokości +8,5 mld zł). Nieco się przedrzeźniając można zadać pytanie, czy nasz kraj wstaje z kolan? Patrząc na saldo rachunku bieżącego można powiedzieć, że tak właśnie się dzieje. Oby tylko ten bardzo pozytywny trend się utrzymał i w 2017 roku rachunek bieżący Polski osiągnął pierwszy raz w historii wartość dodatnią. Źródło: Bilans płatniczy NBP (NBP.pl)
  23. Obawiam się, że pan Gabriel Janowski dał sobie już spokój z polityką. Wielka szkoda, bo to doktor nauk rolniczych i pracownik akademicki, a nie byle malarz kominów albo elektryk. "Głową muru nie przebijesz", a już muru głupoty wymieszanej ze starannie zaplanowaną zdradą w szczególności. Stary już jestem i tzw. "przemiany ustrojowe" po 1989 roku znam z autopsji. Nikt mi nie wciśnie tutaj kitu przekręcając fakty, bo byłem cały czas uważnym obserwatorem tego majstersztyku. Dlatego tacy "pożyteczni idioci" jak ulman, marko-kolo czy inne lemingi są dla mnie śmieszni. Mózgi mają sprane do białego. Historii się pouczyć, baranki jedne. Wiedzy Wam nikt nie zabierze. Chyba że oprócz prania zafundowali Wam jeszcze odwirowanie szarych komórek...
  24. Absurd goni absurd! Wolność mediów zagrożona, bo rząd nie kupuje "Wyborczej" i nie uważa, aby Polacy byli odpowiedzialni za Holocaust! wpis z dnia 11/05/2017 foto: niewygodne.info.pl Amerykańska organizacja Freedom House uznała w swoim raporcie, że media w Polsce pierwszy raz od 27 lat "nie są w pełni wolne". Powody, które miały przeważyć o takiej ocenie, są zupełnie absurdalne. Wśród nich wymienia się rezygnowanie przez urzędy z prenumeraty "Gazety Wyborczej" oraz zaprzestanie kupowania w niej reklam i ogłoszeń przez spółki Skarbu Państwa. Ponadto wolność ma być zagrożona, bo rząd promuje bohaterskie postawy Polaków w czasie II wojny światowej i nie uważa, abyśmy byli odpowiedzialni za Holocaust. Z raportu "Press Freedom 2017" amerykańskiej organizacji Freedom House wynika, że nasz kraj zanotował największy spadek w rankingu wolności mediów na świecie i po raz pierwszy od 1990 roku nie zakwalifikował się do kategorii państw, w których istnieje pełna wolność mediów. Z raportu "Press Freedom 2017" amerykańskiej organizacji Freedom House wynika, że nasz kraj zanotował największy spadek w rankingu wolności mediów na świecie i po raz pierwszy od 1990 roku nie zakwalifikował się do kategorii państw, w których istnieje pełna wolność mediów. Jako powody takiego stanu rzeczy wskazano m.in. to, że administracja publiczna przestaje zamawiać prenumeratę prasy opozycyjnej (takiej jak "Gazeta Wyborcza" czy "Newsweek"), a spółki Skarbu Państwa rezygnują z kupowania reklam i ogłoszeń w mediach, które bezwzględnie krytykują obecny rząd. Najbardziej jednak absurdalnym powodem, dla którego media w Polsce przestały być "w pełni wolne" zdaniem Freedom House był fakt, że władze przestały podzielać poglądy Jana T. Grossa nt. odpowiedzialności Polaków za Holocaust! Jako przykład wskazano, że przed emisją w TVP filmu "Ida", pokazano "12-minutowy wstęp, w którym komentatorzy stwierdzili, że film przedstawia historię Polski nieprecyzyjnie". Powstaje pytanie - jak to możliwe, że za czasów rządów PO Polska była rankingu Freedom House na wyższej pozycji, a media były "w pełni wolne", skoro ekipa Tuska zakładała opozycyjnym dziennikarzom podsłuchy, CBŚ wchodziło do redakcji "Wprost", by skonfiskować niewygodne dla władzy materiały nt. afery taśmowej, a wszelkie prenumeraty i reklamy spółek Skarbu Państwa otrzymywały tylko te media, które chwaliły rząd PO-PSL? Niesamowite jest to, jak bardzo nikłą wiedzę na temat Polski mają członkowie zachodnich stowarzyszeń, fundacji organizacji, których celem jest kontrola demokratycznych procedur i praw podstawowych (albo - pod jak wielkim wpływem Michnika się one znajdują)... Źródło: Press Freedom Status - Poland (freedomhouse.org)
  25. A pamiętacie jak Gabriel Janowski walczył w sejmie, żeby "prywaciarze" nie sprzedawali polskich cukrowni? Dosypali mu coś do herbaty i zrobili z niego głupka. I niech ktoś teraz zaprzeczy, że to nie esbeki wszystkim sterowali. Metoda na 100% ich. Janowski wywalczył w końcu utworzenie spółki Polski Cukier, ale już bez największych i najlepszych cukrowni, które zostały sprzedane Niemcom. W 2002 roku wcielono do Polskiego Cukru 27 małych cukrowni, wiele z nich było zadłużonych i z przestarzałymi liniami technologicznymi. I co się okazało? Kryzys po roku 2008 szalał w najlepsze, a Polski Cukier bodajże za 2009 pochwalił się zyskiem netto na poziomie ponad 500 milionów złotych!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...
v