Jeśli masz fabryczny separator wody przed głównym filtrem to nie widzę sensu. Separator wyłapuje brudy. W zbiorniku nad kranikiem też powinien być mały filterek.
Ogólnie blacha 5 mm. Dno to przedni lemiesz 12 mm + 5 mm blachy i wzmocnienia 10 mm + 5 mm blachy. Przy czym wzmocnienia to 4 płaskowniki od spodu.
Jak już było ładowane do raczej miękkie rzeczy. Obornik, zboże, czasem ziemia i wyrównywanie podłoża. Fabryczna farba zdarła się tylko od spodu.
No przydałoby się. W tej chwili nawet ciężko mi podpiąć łyżkę bo wieżyczka jest za daleko. Błąd przy pomiarach, bo nie wziąłem pod uwagę że przedni tuz opuszcza się inaczej niż tylny.
Póki co założony najgorszy łącznik po c-330 którego nie szkoda skrzywić.
Kilka lat temu kosztowała jakieś 1600-1700 netto, ale jak szukałem to rozbieżności w cenach były nawet do 1000 zł. Najśmieszniejsze że jedni liczyli sobie więcej, bo to SMS a nie euroramka, a inni właśnie mniej, bo łyżka z SMS gdzie leżała na stanie od dłuższego czasu.
Na olx to często podają cenę netto za najmniejszą szerokość, albo i nieaktualną.
Jak chcesz to pomierzę grubości blach. Zwracaj uwagę na to żeby były wzmocnienia w środku łyżki, gruby lemiesz, mocowania przyspawane do laszy, a nie bezpośrednio do łyżki.
Podobno Metal-Fach, ale nie ma żadnej tabliczki na potwierdzenie. Kupiona nowa kilka lat temu. Bardzo fajnie zrobiona i powinna posłużyć o ile nie będzie się jej używać do gruzu itp.
Szerokość 180 cm, ale tyle ma dolny lemiesz z wystającymi wzmocnieniami na spodzie. Wyżej jest nieco węższa. Była brana pod ciągnik który ma 180 cm rozstawu kół (inny niż ten ze zdjęcia) przez co trudno wybrać np. obornik przy murku. Ogólnie myślę że jak kupować łyżkę, to o szerokości ciągnika lub minimalnie szerszą (o ile nie planuje się pracować w wąskich pomieszczeniach). Taka 200 cm by się jeszcze sprawdziła, ale przy 220 cm to już by były problemy ze stabilnością.
Może i wajcha jest duża, ale nie odstaje bo jest krótka. Mieści się w sam raz w szczelinie między błotnikiem a tuzem, gdy ten jest podniesiony. Nie widzę szans przypadkowego uruchomienia, bo trzeba użyć na nią trochę siły. W kabinie wystarczy palcem, tutaj już całą dłonią. Ale nie jest tak ciężko, by był to jakiś problem.
Ogólnie ciasnota zmusiła mnie do takiego a nie innego rozwiązania. Było kiedyś do kupienia fabryczne sterowanie, ale nieproporcjonalnie drogie do wykonania. Różniło się wykorzystaniem zakrzywionego pręta zamiast płaskownika i pionowej dźwigni bliżej błotnika. Załączam zdjęcie oryginału. Kiedyś kosztował 300 zł. Dziś w ogłoszeniach znalazłem tylko sam pręt za 120 zł.