Rok temu czy 2 miałem kontrol niby z agencji ale przyjechała weterynaria. Pani weszła do obory, popatrzyła czy nic zdechnientego nie leży (tak to wyglądało🤭) spisała numery, kojce pomierzyła "na oko" i to by było na tyle. Mandat i tak był bo ileś tam lat temu były 2 zgłoszenia po terminie (swoją drogą prawdopodobnie z winy agencji...) Poideł nie było i nawet nie nie pytała a i warunki w porównaniu do teraźniejszych też takie sobie