Dla tych co intuicyjnie nie rozumieją jakie zagrożenie niesie to co ostatnio dzieje się w rolnictwie, zrobiłem szybką analizę.
Mam statystyki od 2004 i na poniższym wykresie zestawiłem zmianę % dochodu z ha w moim gospodarstwie, z oficjalną inflacją i % wzrostem płacy minimalnej. Dane są do 2022 poza dochodowością z racji tego, że jeszcze nie wszystko mam sprzedane za 2022. Płaca minimalna wzrosła o 265% (w 2004 wynosiła 824 zł - 2022 to już 3010żł ), oficjalna skumulowana inflacja to wzrost o 52% na przestrzeni tych lat. Wiemy jak ten wskaźnik jest przekłamany, ale pokazuję go jako porównanie. Jeżeli chodzi o dochód z ha, to wiadomo, że on waha się w zależności od zbiorów, cen płodów, kosztów itp. Ale okres prawie 20 lat daje już dość wyraźny obraz w kontekście trendu. Na wykresie każdy kolejny rok jest porównywany do 2004 rok. Czyli jak mamy spadek w 2005 to oznacza, że dochód w 2005 był niższy niż w 2004. Jak widać były wyskoki kiedy dochód rósł (2007 i 2010 i 2021). Było to spowodowane tym, że były wysokie ceny sprzedaży płodów. Natomiast przez większośc lat dochód był bardzo blisko dochodu z 2004 roku. Jeżeli, upraszczając przyjęlibyśmy, że uśredniony dochód w latach 2004-2012 wynosił 3000 zł /ha, to gdyby miał się zmieniać tak jak minimalne wynagrodzenie (dla mnie prawdziwa miara inflacji), to obecnie normalnym uśrednionym dochodem, którego powinien spodziewać się rolnik, powinno być ok 8000 zł. Wtedy można byłoby powiedzieć, że siła nabywcza jego pracy byłaby utrzymana.
Wiele osób, które piszą, że rolnicy, którzy "obłowili się" w 2021, nie mogą przełkąć niskich cen w tym roku, nie rozumieją, że 2021 to była anomalia i licząc średnią dochodowość gospodarstwa rolnego, rolnicy cały czas ubożeją. Ubożeją, ponieważ ich praca jest mniej wyceniana niż w innych zawodach (porównanie do płacy minimalnej) i coraz mniej są w stanie kupić (aby utrzymać rodziny, odnowić produkcję, czy inwestować w odtworzenie zużytego sprzętu). Gdyby policzyć stosunek siły nabyczej do ceny maszyn, to wyglądałoby jeszcze gorzej.
Przez te wszystkie lata ceny środków do produkcji praktycznie tylko rosły. Normalnym zachowaniem powinno być,że rosną również ceny płodów rolnych. Natomiast przez to, że ceny te są sterowane i podlegają spekulacji, powoduje to ubożenie rolników. Bez napływu zboża z Ukrainy, wyglądało to bardzo źle, natomiast zrzucenie ceny pszenicy w rejony 1000 zł przy obecnych kosztach może powodować, że rolnicy, którzy gospodarują na gorszych glebach, będa zmuszeni do likwidowania gospodarstw.