Pewnie że się dobrze żyje. Za dzieciaka chodziłem w ciuchach z rynku, oranżadę piłem tylko jak były goście a czekoladę i pomarańcze widziałem tylko na święta. Ojciec maluchem przewiózł w niedzielę do kościoła , wrócił wjechał do garażu i nakrył derką. Ja do szkoły zapierdalalem na rowerze albo z buta.