Nastepnym razem zamierzam powkładać tyczki właśnie. Na szczęście jest u nas dużo tego ptactwa(sąsiad ma gołębie i ciągle narzeka). Walkę trucizną odpuściłem, musiał bym chodzić po polu ze 3 dni a cierpie na deficyt czasu. Dałem więcej azotu na start żeby raps naciągnął azotanów i troche zmienił smak, może troche odpuszczą i pójdą na coś jarego jak zacznie rosnąć.
Edit: + nauczka na przyszłość że trzeba robić obchód od jesieni do wiosny co jakiś czas. Przeoczyłem początek inwazji, trzeba było sypać trutke od początku jak dziury zaczynały się pojawiać(prawdopodobnie 1/2 tydzień mrozów)