Przerabiałem temat kilka lat, w związku z ciągle niszczoną kukurydzą. Ciężko jest się dogadać, ale nie ma co odpuszczać. Przydałby się ktoś z Izby Rolniczej. W moim przypadku sprawa oparła się o Urząd Gminy i Powiat, Ty już masz pismo z Urzędu Marszałkowskiego, które jest podstawą do dalszego działania.
Koło ma jakiś czas na odpowiedz i oględziny. Jeśli tego nie dotrzymują to przemawia przeciwko nim. Niestety to nigdy nie są sprawy proste, biorą Cię na przetrzymanie. W kołach często działają prawnicy, lekarze itp., więc będą Cię traktować z góry, mnie nawet chcieli zastraszyć. Ostatecznie ja przetrzymałem, ich zarząd nie, odkąd władze się zmieniły zmieniło się podejście i problemów w zasadzie nie ma.
Tak jak napisałem - sprawa nie jest prosta i szybka. Przydałby się jakiś prawnik, bo nawet jeśli uznają w końcu swój zakres odpowiedzialności to później kolejnym problemem będzie wycena. To działa podobnie jak w przypadku szkód samochodowych - np jesli drzewko ma złamany czubek to praktycznie szkoda wynosi 100% (bo kto takie kupi) ale oni uznają np tylko 5-10%, bo przecież reszta drzewka jest ok.
Generalnie wytrwałość jest najważniejsza. Ja też rozumiem koło, bo przecież oni częściowo muszą pokryć szkody z własnych składek, ale był taki moment, że bardzo zaleźli mi za skórę i pozbyłem się sentymentów.