Mylisz pojęcia, albo po prostu nie wiesz jak to działa. Wytłumaczę wam dlaczego odwiedza was piorin mówiąc że coś było nie tak. Ziemniaki sadzeniaki po zbiorze są badane na obecność bakteriozy i śluzaka, próba jest z przechowalni, ziemniaki są "czyste", producent może sprzedawać. Zebrał powiedzmy z 5 ha 100 ton, podzielił na partie i sprzedał do pośrednika czy bezpośrednio chłopom. Ktoś wziął tonę, ktoś pięć, ktoś dwadzieścia a inny dwa worki. Cała sprzedaż musiała być rozpisana i zaznaczone do kogo poszły ziemniaki z danej partii. Ziemniaki wysadzone, urosły, chłopy wsypały do kopców, sotdoły czy przechowalni, nic im nie jest, nie gniją tylko problem ze zbytem jest 😁. W PL jak wiemy badane są wszystkie plantacje nasienne oraz 10% plantacji towarowych czyli wszelkiej maści przemysł, pasza czy jadalka. Piorin późną jesienią i zimą nie ma co robić więc bierze spis tych co uprawiają ziemniaki i losowo po tym waszym numerku co wrzucacie do worka idzie pobrać próby bo musi plan z tymi dziesięcioma procentami wyrobić. I u gościa co zasadził 30 arów jedna bulwa okazała się być porażona bakteriozą, w małym stopniu bo nawet nie była nadgnita jak pobierali do badania. Najprawdopodobniej ta bulwa została porażona w miejscu składowania czyli np piwnicy której chop nigdy nie dezynfekował a już do nastu lat trzyma tam co roku ziemniaki. Ale procedura piorinu przewiduje aby teraz zbadać wszystkie ziemniaki uprawiane z tych samych sadzeniaków, czyli idą do producenta po spis do kogo poszły ziemniaki i odwiedzają wszystkich po kolei pobierając próby i mówiąc że z sadzeniakami było coś nie tak, co oczywiście jest nie prawdą ale fama idzie że sadzeniaki były syfiaste.