Dla laika psu na budę ale jak się zna fizjologię szkodnika i robi obserwacje to wygląda trochę inaczej .Cała sztuka w tym aby w przypadku omacnicy zrobić zabieg po wylęgu larw ale przed wgryzieniem w łodygi a stonkę w momencie gdy zapłodnione samice szykują się do zagrzebania w ziemi by składać jaja .W polsce z uwagi na brak sprzętu nikt się tym nie interesuje z wyjątkiem Beresia bo zabiegu i tak nie zrobi . Ciekawe że Słowacja, Węgry Francja,Włochy gdzie jest sprzęt jest i wiedza i wykorzystanie tej wiedzy - oczywiście że nie na kilku ha i na pospolitej paszówce gdzie liczą się tylko tony .Ale nawet na paszę dla małych kurcząt porządne paszarnie porządnie zapłacą za QQ pozbawioną toksyn -tak nawiasem większość zeszłorocznej kukurydzy nie nadaje się nawet na paszę z uwagi na zawartość DON