Kiedyś nie było czegoś takiego jak etat u kobiety na wsi. Co najwyżej krawcowa, u siebie w domu, jedna jedyna kasjerka w KR i dwie sklepowe. Kilka kobiet jeździło do miasta do pracy biurowej. Reszty światem był dom, obejście - w sumie jedyny układ, który by u mnie pasował. Dużo mężczyzn szło do pracy to baba obrządki, dzieci do szkoły i wio do pola. Potrzeb ludzie wielkich nie mieli, dieta też niezbyt urozmaicona... Głównie ziemniaki, mleko i chleb, to jeszcze za mojego dzieciństwa tak było... Od tamtej pory na biały ser spojrzeć nie mogę...
urodziłeś się z 50 lat za późno