Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Moi drodzy nurtuje mnie bardzo jedna rzecz otóż napiszcie kto wg was ma większą wiedzę i doświadczenie w pracy przy bydle osoba która pracowała przez 2 lata na dwóch gosp, przy 70 szt i 50 szt czy osoba która przez całe życie ma 2 krowy i pare cielaków. Chodzi mi tylko o doświadczenie zdobyte przy pracy pomijając szkoły kierunkowe i wszelkie podręczniki książki związane z tą tematyką.

Edytowane przez Heidi88
Opublikowano (edytowane)

nie zupełnie ja nie o tymi. Chodzio to że taka osoba która urodziła się na gosp i jest to od zawsze częścią jej życia ma spore doświadczenie wiadomo że nie są to ciągle 2 te same krowy więc są rożne problemy choroby wycielenia ale jednak osoba która pracuje krócej ale przy kilkudziesiętnym stadzie ma to samo tylko że intensywniej czy jakby to nazwać

Edytowane przez Heidi88
Opublikowano

Prawda jest względna....hm.......moim osobistym zdaniem człowiek, który całe życie ...powiedzmy 40 lat ma kilka sztuk bydła patrzy inaczej ...zna te zwierzęta  bliżej, przy codziennym obcowaniu dostrzeże kondycje każdej z osobna, np gdy krowa marnie wygląda, chudo to wie że potrzebuje np środka na odrobaczenia albo według niego jałówkę,która przez 2 lata nie ocieli się to należy sprzedać...Osoba która ma kilkadziesiąt sztuk podchodzi instrumentalnie do nich - liczy się kasa...

.OOOOOo np  u siebie mam wyjątkową krowę, która jako jedna chodziła poza pastwiskiem czyli na podwórku, a że brama jest zawsze otwatra to wędrowała sobie po boku ulicy i pasła sie dalej tam gdzie chciała, czyli taka "święta krowa ",chodziła nawet za ojcem do sklepu jak pies......bardzo mądra..

.Odpowiadając na pytanie...hm doświadczenie być może porównywalne tu lata tam ilość.......a wiedza hm...tradycyjna i nowoczesna.......która lepsza....zależy od podejścia ....warto by znaleźc złoty środek

Opublikowano (edytowane)

Co to jest wiedza tradycyjna i nowoczesna? Czy nowoczesną wiedzą jest np. zrozumienie procesów zachodzących w żwaczu, które pozwala nie popełnić błędu żywieniowego doprowadzającego do kwasicy, czy atonii żwacza? A może wiedza o tym, jak jest zbudowane wymię i dlaczego potrzebny jest okres spoczynku gruczołu mlekowego? W dużych stadach intensywność i różnorodność występujących problemów jest zdecydowanie większa, a zatem doświadczenie obsługującego jest większe. Mając kilka czy kilkanaście sztuk można przez całe życie nie spotkać się z problemem, lub go łatwo zignorować bo występuje sporadycznie, a jego przyczyny wynikające z naszych błędów łatwo pominąć. Co z tego że będę niańczył swoje zwierzaki jeżeli moja wiedza nie będzie w stanie ogarnąć tego że dając 300kg zwierzakowi 4 kg treściwej na raz, robię mu nie przysługę a krzywdę. Będąc w Niemczech rozmawiałem z zootechnikiem który na obiekcie miał 270 szt stada podstawowego i wiedział o poszczególnych sztukach zdecydowanie więcej niż niejeden właściciel małego stada. Jego wiedza specjalistyczna i ogólnie o swoich zwierzętach  imponowała, co świadczy że stosunek do zwierząt nie zależy od ich ilości, a od człowieka. Niejednokrotnie zdarzało mi się pomagać w rozwiązaniu problemów hodowlanych ludziom z większym doświadczeniem życiowym i nie ukrywam ze niejednokrotnie sam także skorzystałem z ich porad, ale trywialnie mówiąc im większy przerób tym bogatsze doświadczenie.

Edytowane przez agromatik
Opublikowano (edytowane)

Jestem tradycjonalistką zdecydowanie   taką mam naturę.....

.......chodzi o to, że zachodnia populacja nastawiona jest na konsumpcjonizm, hodujemy i produkujemy za dużo zdecydowanie, masowo. Wszystko ukierunkowane jest na zysk nie ważne ile z tego potem to padlina do wyrzucenia, zgaduje 20% może więcej, poza tym degradujemy środowisko.

Oczywiste jest, że zootechnik z wyższym wykształcenie, ze specjalizacją musi wszystko wiedzieć na określony temat.

Nie wierze w te cudowne pasze, witaminy, wspomagacze, cuda cywilizacyjne itd....z pewnością na bazie roślin modyfikowanych genetycznie, zawierających pestycydy....A potem my to jemy....a to kumuluje i odkłada się w naszych organizmach.........Choroby cywilizacyjne: bezpłodność..........To wszystko to łańcuch zdarzeń...nic nie dzieje się bez przyczyny. Robią z nas niewolników, uzależnionych od kredytów.......... lobbyści korporacyjni doradzają, naciskają na unie...to oni kierują wszystkim.....a ludzie łasi na pieniądze, względną rzecz....tańczą jak oni im zagrają.

To tak jak  z dzisiejszą medycyną i zaleceniami lekarzy, którzy przecież mają umowy z korporacjami farmaceutycznymi a przede wszystkim korzyści finansowe. Przykład to lepiej jest żeby po miesiącu czy trzech średnio matka przeszła na z karmienia piersią na sztuczne mleka z witaminami.....psychologicznie i fizjologicznie dziecko traci na tym. Przecież chodzi o korzyści, żeby matka wróciła jak najszybciej do pracy a i żeby wróciła do swoich nałogów, rozrywek, żeby jej piersi nie obwisły hehe.....taka jest prawda........Wszystko napędza materializm..........

Byłam kilka lat temu na praktyce w Holandii z grupą ogrodników i rolników...w weekendy jeździlimy po większych przedsiębiorstwach, gospodarzach...........pamiętam takie nowoczesne gospodarstwo holendersko-amerykańskie, ponad 200 bydła bodajże, maszyny takie ogromne pierwszy raz widziałam, które były tworzone na indywidualne potrzeby rolnika, tak opowiadał.....krowy na karuzeli dojone. Bosze masakra one miały tak ogromne wymiona że wstać nie mogły(te cielne). Niestety to jest technologia.

Pewnie mają dobrą fachową opiekę, warunki super nie wątpię.....w porównaniu do co niektórych tradycyjnych małych gospodarstw, w których zdażają się rażące zaniedbania.  Do tego trzeba swego rodzaju zamiłowanie również.

 

 


Kiedyś ludzie mieli kury i z nich gotowali rosół..........a teraz hodują tylko dla jaj:).........bo przecież taniej kupić ze sklepu ..z farm.........ale co to własciwe jest karmione paszami, sterydami antybiotykami............a my to jemy.

 


Wiesz co ja taką wiedzę chrzanię...........tylko po to, by wielkie korporacje rzadzace światem sie wzbogacały i dyktowały nam jakie są NORMY........normy do czego?....

abyśmy powoli umierali.


wolę krowe żywiącą się trawą na łące...........tak jak zostala do tego stworzona............

 

Dołączam fotki, które zrobiłam w 2008:

post-148346-0-71907500-1426254240_thumb.jpg

post-148346-0-42987200-1426254282_thumb.jpg

post-148346-0-82715000-1426254312_thumb.jpg

post-148346-0-66888600-1426254503_thumb.jpg

Edytowane przez Gość
Opublikowano

To o czym Ty piszesz to technologia a nie wiedza. Najpierw jest poznanie jakiegoś procesu czyli wiedza a potem powstaje technologia, nigdy odwrotnie. To wiedza o funkcjonowaniu wymienia, fizjologii ssania mleka przez cielę pozwoliła stworzyć i wprowadzić technologie doju mechanicznego z której tak chętnie korzystamy. Pracując na dużym gospodarstwie możemy, mając otwarty umysł wiele skorzystać i podpatrzyć. Zwykle takie gospodarstwa są prowadzone przez osoby doskonale wykształcone i umiejące skorzystać ze swojej wiedzy we właściwy sposób oraz chętnie ją przekazujące. Wystarczy tylko patrzeć i się uczyć. Nawet przez 40 lat obsługi kilku krowich ogonów nie nabędziesz tylu umiejętności co przez rok na fermie. Na fermach przynajmniej w tych w których ja byłem, nie spotkałem się z kupą gnoju z oczami i na czterech nogach, a takowe stwory widywałem w zagródkach podczas likwidacji białaczki. Wspominasz o GMO mając na myśli tylko ślepy zaułek tej technologii jakim jest jej wykorzystanie w rolnictwie. Spytaj się cukrzyka, dziecka dotkniętego karłowatością (a mającego jednak normalny wzrost), czy też pracownika oczyszczalni jak postrzega organizmy GMO. Technologia modyfikacji genetycznej jest powszechna w medycynie i biochemii, i tam jej zasłużone miejsce. My natomiast postrzegając ją poprzez pryzmat zębatej kolby kukurydzy skreślamy ją jako coś demonicznie szkodliwego. Twój tradycjonalizm nie przeszkadza Ci jak widać korzystać z nowych technologii będących wynikiem wiedzy. I na koniec podkreślam, nie jestem zwolennikiem wielkich ferm to powinien być margines, Podstawą powinny być gospodarstwa rodzinne, o takiej wielkości i tak wyposażone, żeby dać godziwe utrzymanie rodzinie i satysfakcję z wykonywanego zawodu.

Opublikowano (edytowane)

Oczywiście zgadzam się z Tobą............Obecnie i powszechnie dostępna wiedza, którą  co bardziej AMBITNI i przedsiębiorczy  przeważnie młodzi wykorzystują skutecznie jest imponująca......Jestem godna podziwu dla nich

GMO chodziło mi o banalną soje....tak wszechobecną jako dodatek, wypełniacz itd..., zarówno w żywności dla zwierząt i ludzi jak i farmacji.......której badania skutków ubocznych raczkują i są nieoficjalne...(nie jestem obecnie na beirząco).....oczywiście pamiętam wykłady z biotechnologii o sałacie bodajże dla cukrzyków czy jajkach modyfikowany.

 

Wiedza swoją drogą.......ale gdzie jest mądrość w tym i świadomość............a nie ślepe jej wykorzystywanie........

Tak samo jak imponuje...tak samo PRZERAŻA mnie, gdy czytam niektóre posty np o wykorzystywaniu środków ochrony.......pod jedną roślinę...a to fungicydy...herbicydy....itd.. każdy wyprzedza się w co lepszych jego zdaniem lub skuteczniejszych.............znając przyczyny, ale nie martwiąc i zastanawiając się nad skutkami ich stosowania...."żyję tu i teraz -pieniądz rządzi więc liczy się plon i wysoka produkcja a przyszłe pokolenia mnie nie obchodzą"........tak można zwalać to na korporacje, wymagania, normy i wiedzę technologiczną czy UE......prawda jest taka, że ROLNICY POŚREDNIO SĄ ODPOWIEDZIALNI za degradację i żywność..."jesteśmy tym co jemy".

JESTEM ZA WIEDZĄ, ALE ŚWIADOMĄ I MĄDRĄ.  :)

pozdrawiam

Edytowane przez Gość

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Podobna zawartość

    • Przez odszkodowaniarolne
      Cześć wszystkim,
      Chciałbym wywołać temat, który w teorii prawa ubezpieczeniowego jest jasny, ale w praktyce wielu rolników w ogóle nie zdaje sobie z niego sprawy i przez to traci ogromne pieniądze. Chodzi o wypadki przy maszynach rolniczych (ciągniki, kombajny, prasy itp.), do których dochodzi w wyniku nagłej awarii sprzętu, gdzie nikt bezpośrednio nie popełnił błędu.
      Często spotykam się z opinią: „No cóż, pękł przewód hydrauliczny / pękła oś / strzelił łańcuch, stała się tragedia, ale nikt nie zawinił, więc nic z tego – dostanę tylko grosze z KRUS-u i tyle”.
      Otóż okazuje się, że to ogromny błąd!
      W przypadku maszyn mechanicznych w rolnictwie obowiązuje tzw. kodeksowa zasada ryzyka, a nie zasada winy. Co to oznacza w praktyce?
      Towarzystwo ubezpieczeniowe odpowiada za szkody związane z ruchem maszyny (nawet podczas postoju z włączonym silnikiem czy pracy na podwórzu) nawet wtedy, gdy nikt nie jest winny awarii.
      Jeśli maszyna uległa niespodziewanemu uszkodzeniu i to doprowadziło do urazu, ubezpieczyciel OC ma obowiązek wypłacić odszkodowanie i zadośćuczynienie.
      Ważny haczyk: Z tej zasady o odszkodowanie z polisy OC rolnika może starać się praktycznie każdy (pomocnik, pracownik, członek rodziny) poza samym właścicielem maszyny lub gospodarstwa – pod warunkiem, że poszkodowany nie ponosi wyłącznej winy za to zdarzenie.
      Ponieważ od strony dowodowej ubezpieczyciele bardzo często rzucają kłody pod nogi i odmawiają wypłat, powołując się na "siłę wyższą" albo winę poszkodowanego, rozpisałem ten temat krok po kroku na czynniki pierwsze.
      Jeśli interesuje Was, jak w takich sytuacjach patrzeć na protokół powypadkowy z KRUS i jak skutecznie rozmawiać z ubezpieczycielem, podrzucam link do pełnego artykułu na moim blogu: 👉 https://odszkodowaniarolne.pl/blog/wypadek-przy-maszynie-rolniczej-jak-uzyska%C4%87-odszkodowanie-gdy-nikt-nie-zawini%C5%82
      Mieliście kiedyś do czynienia z odmową z OC Rolników przy czystej awarii sprzętu? Jak ubezpieczalnie argumentowały swoje decyzje w Waszych przypadkach? Zapraszam do dyskusji, chętnie podpowiem, jak to wygląda od strony prawnej.
    • Przez tumiwisizm
      Witam. Jak w temacie, czy z biometanowni 1MW będzie smierdziec? 500m od mojej wioski, dosłownie naprzeciw wjazdu do niej może powstać biometanownia, glownie na obornik i gnojowicę ale też na kukurydze. Sam mam gospodarstwo, hoduje bydło i nie przeszkadzają mi oborowe zapachy, nie przeszkadza mi jak ktoś wywozi obornik i zasra drogę bo następnego dnia zapachu nie ma a za 2 dni na asfalcie nie ma nawet śladu tego co rozniesie wyjeżdżając z pola. No ale zastanawiam się czy to nie jest co innego? Teraz okolica jest bardzo ladna, sam jeżdżę tam często rowerem. Oglądałem zdjęcia takiej instalacji i jakoś mi się to nie widzi, ogromne rękawy i pryzmy kukurydzy, transporty obornika i odbiór pofermentu. Nie jestem jakoś bardzo na nie, staram sie do tego podejść racjonalnie tylko u mnie w wiosce jest jeden gospodarz hodujący 15 byków i ja, mam w sumie 70 sztuk. Ludzie którzy mieszkają dalej mają temat w d*pie, sprzedadzą obornik i kukurydzę za dobry hajs,kupią poferment i nie interesują się do tego stopnia że nawet nie przyszli na spotkanie z inwestorem. Ktoś ma w okolicy taką instalację? Jak to wygląda w praktyce? Smierdzi, nie śmierdzi? Da się żyć?
    • Przez Percinowak
      Człowiek od ponad 150 lat potrafi pozyskiwać ciepło słoneczne i podgrzewać nim powietrze.
      Wynalazek "Hot Box" Horace-de-Saussure'a z 1767 r. został opatentowany ponad 150 lat temu. Ogrzewał powietrze w zimę, podczas mrozu i to w górach - przy rozrzedzonym powietrzu do temperatury około 120°C. Czy przez tak długi czas ludzkość nadal nie jest w stanie zrobić tego lepiej ?
      A co jeśli to urzędnicy blokują dostęp do tego i wielu innych wynalazków ? A co jeżeli możesz mieć darmowe ciepło aby ogrzać dom, wodę, oborę, wykorzystać ciepłe powietrze do suszenia płodów rolnych... ? 
      Zainteresowany ? Zapraszam do kontaktu.

    • Przez tomek1974
      Witam ma ktoś pojęcie co się dzieje w centrali w Kole czy to prawda że mają kłopoty?
    • Przez dawidgolf
      Witam państwa może mi ktoś napisać czy da się zarejestrować ciągnik . Sytuacja wygląda tak dwa lata temu zmarł mój ojciec który był właścicielem ciągnika który na podstawie umowy darowizny pojazdu przekazał mi przed śmiercią ciągnik . I teraz tak czy po dwóch latach mogę na podstawie tej umowy przerejestrować go na siebie
×
×
  • Dodaj nową pozycję...
v