Ale zaraz będę obsypany hejtami... Już to czuję, zawsze jak piszę jakąś opinię, to pod spodem mam niezawodne i wierne grono "wielbicieli"
Bawią mnie ludzie, którzy mówią: "O, sąsiad to ino ma dobry ciągnik, taki roczny John Deere, taki ładny, zielony (amerykancki ). Ten ze przeciwka znowuż ma dwuletniego New Hollanda, jeszcze ładniejsiejsze toto". Kiedy spytasz się takiego, czym pracuje na codzień: "A, tam, złom czterdziestoletni, C-360, ledwo na kołach stoi, szkoda gadać". Wystarczy wtedy powiedzieć żeby kupił sobie nowego, wtedy zrusza się krzyk i wrzawa: "Toć to dobra maszyna, temu w John Deere za pół roku turbina siądzie (nie wiem skąd oni biorą takie informacje - nie, nie pracuję jako sprzedawca ), bo tam takie starambory na falobusie nietrwałe, a temu z naprzeciwka jak jaka kontrolka czy ki za piorun się zaświeci to bez komputra nie podchódź, ja u siebie to młotkiem, przecinakiem, diaksem i spawarką naprawię jak mie coś siądzie (swoją drogą, ciekawy arsenał narzędzi demontażowo montażowych, nie ma co!), nie będym kupać nowego"., przecież można złożyć wniosek na modernizację gospodarstwa, a jeśli nie to niektórzy mają już korzystne warunki kredytowe, dzięki czemu kupienie takiego New Hollanda jest równoznaczne z kupnem nowego samochodu (w dzisiejszych czasach to nie problem).
Ludzie, ludziska. Słuchacze i słuchawki. Kierowcy i kierownice. Kiedy Wy w końcu przestaniecie oceniać książki po okładkach, a z nowych ciągników przestaniecie się śmiać? (Plastiki? Haha! przynajmniej nie zardzewieją! )
Co do tych, którzy są jasnowidzami i przewidują wszystkie awarie ciągników w otoczeniu - moje zdanie jest takie - jak dbasz, tak masz. Jeżeli ktoś kupuje używany ciągnik, nie ma stuprocentowej pewności, jak gospodarz tymże pracował (fakt, niektórych idzie wyczuć, jak się do takiego na podwórko wejdzie). Jeżeli natomiast ktoś kupuje używany ciągnik (maszynę / narzędzie / kombajn / samochód / motocykl / psa / konia) od handlarza, to tutaj niestety jest już loteria. Osobiście nie mam nic przeciwko używanym urządzeniom (powiem ogólnie, bo mam tu na myśli nawet samochody), nawet ściąganym z Niemiec, ale szczerze wolę zapłacić trochę więcej, jeździć nowym, samemu dotrzeć, chłodzić turbinę po każdej trasie, nie katować i szanować, wtedy przynajmniej mam kogo winić za awarie wynikające z nieprawidłowej eksploatacji. Do każdego sprzedawanego dzisiaj przedmiotu powinniśmy otrzymać instrukcję obsługi. Każdy, kto stosuje się do niej może spać spokojnie i cieszyć się, że jest perfekcyjnym operatorem. Oczywiście, nie ukrywam że trafiają się takie kruczki jak nieoczekiwany problem z jakimś podzespołem (nawet częścią), ale przecież są okresy gwarancyjne.
Co do Ursusa, pracuje bardzo podobnie, jak nasz szkolny TD 4.75
Jeżeli ktoś nie czytał całości (przyznam, dużo tego), zapraszam na końcową puentę:
Gdyby wszyscy myśleli jak co niektórzy tutaj, pracowalibyśmy na polach motykami, a na strajki do Warszawy chodzilibyśmy na piechotę, bo koła by nie wynaleziono.