Rok od samego początku jest niezwykle ch...wy. Część pszenicy ozimej trzeba było przesiać, bo nie wyszła z mokrej ziemi, bo jesień 2016 mokra. Wiosna 2017. Hmmm. Raczej jej brak. Małe okienka pogodowe, udało się posiać groch i jare. Opryski robione nie w terminach, bo jak nie deszcz, to zimno i wiatr. Sianokosy- porażka. O ile z pierwszego siano jest nie najgorsze, to drugi pokos ledwo udało się zebrać. Z czego część do dziś leży na łące w wodzie. Żniwa to kradzione, jak nigdy. Słomę z 2 ha żeby zebrać, to trzeba było się baaaardzo spieszyć, a to i to jeszcze musiało pokropić. Pszenica słabo dała, bo ok. 5 t/ha, majowy przymrozek zrobił swoje. To już jara pszenica dała więcej niż ozima. Pszenżyto lepiej, choć tu znowu porost spory ze względu na ciągłe opady, no i cena oczywiście w dół za to. We wrześniu o dziwo trafiło się kilka dni bez deszczu, że dało się jakoś zaorać i posiać oziminy, choć ciągłe późniejsze opady sprawiły, że wszystko zaczęło już żółknąć. Orkę zimową jakoś udało się też zrobić i na tym koniec robót w polu. Zaś cena świń też nie jest rewelacyjna i nie widać jej poprawy jak na razie.
Podsumowując- nie było ciekawie, choć po sierpniowej nawałnicy niektórzy mieli o wiele gorzej, więc nie ma co narzekać za bardzo.
Oby kolejny rok 2018 był bardziej ustabilizowany.