Dwa dni temu facet jeździł u mnie po wsi i szukał ludzi do sadzenia bobu, 35 złociszy na godzine, chętnych brak. Mieszam w malutkiej wiosce ale większość ludzi to emerytura albo renta (trafia się też alkoholowa), niektórzy całkiem mają w doopie tylko biorą różnego rodzaju zapomogi i robota im nie w głowie. Nie wiem ile to wszystko tak pociągnie, jak długo nierobów, rencistów i urzędników utrzyma coraz mniejsza populcja pracujących