Może zapytam tutaj gdzie jest sporo osób związanych z bydłem. Mam dziwny przypadek u 10 dniowego cielaka. Po 3 dniach od urodzenia zaczął głośno oddychać i czasem kaszleć. Z początku podejrzewałem że mógł się zalać bo poród był ciężki. Łapał go tak jakby atak paniki (szybki oddech, oczy wyłupiaste, szybko zrywał się na nogi). Jak stanął i się uspokoił to kaszel przechodził. Był jeden wet, przesłuchał go i nic nadzwyczajnego nie znalazł, dał jakieś lekki zapobiegawcze przed chorobą płuc i tyle. I w sumie nawet trochę się uspokoiło. Ale wszystko wróciło 3 dni temu. Znowu zaczął charczeć, trochę kaszleć. Dziś był drugi wet i też nic specjalnego nie powiedział co to może być. Dał jakieś leki i tyle. Ale dzisiaj to już całkowita męka dla tego cielaka. Co się położy to zaraz łapie go atak i to taki konkretny (świszczące charczenie, kaszel). I właśnie dzisiaj zauważyłem że jak doi krowę, jak podniesie głowę jest cicho. Jak tylko zniży w dół zaczyna się atak. Podtrzymywałem mu głowę w górze i faktycznie powoli wszystko przechodzi.
Już sam nie wiem jak mu pomóc. Szkoda mi tego zwierzaka jak na niego patrzę, tym bardziej jak widzę że się uczy że musi trzymać głowę w górze bo opiera ja na wygrodzeniach i próbuje spać na stojąco...
Spotkał się ktoś z podobnym przypadkiem? Czy to jakaś wrodzona wada?