Wypowiem się o tej, którą mam i o której wiem najwięcej, czyli Lely RP445 z 2010r. Właściwie jest to jedna z dwóch pierwszych RP445 w Polsce, dlatego z jakiegoś powodu ma obudowy od RP435, minimalnie inne mocowanie siłowników na tylnej klapie oraz jeszcze kilka innych nieznaczących zmian. Wiadomo swój swoje chwali, ale mam powody, bo przez 3 lata nie wymieniłem zupełnie nic ( nie wiem jak poprzedni właściciel). Ani jednego łożyska, mimo tego, że nie wszystkie są smarowne tak jak w najnowszych wersjach. Dopiero w tym roku delikatnie napiąłem łańcuchy. Pompa z olejem smarująca łańcuchy to świetne rozwiązanie. Mam wersję z najprostrzym sterownikiem, który w zupełności wystarcza. Nie potrzebuję zmianiać ilości siatki, wielkości czy zgniotu beli z cignika. Te czynności mogę wykonać jak wjeżdżam na pole i zakładam kółka podbieracza. Dzieki temu nie ma zbędnej elektroniki czy elektrozaworów. Zastrzegam, że inne prasy oglądałem jedynie na wystawach, dlatego nie wypowiadam się na ich temat. W McHale podoba mi się rozwiązanie, które po osiągnięciu docelowego rozmiaru beli zwiększa ciśnienie ale nie pozwala na zwiększenie rozmiaru. W Lely jak się jedzie z prętkością ok. 20 km/h to ciężko się zatrzymać zawsze dokładnie w tym samym momencie, dlatego średnica bel czasami różni się o ok. 5 cm. Chyba, że to przypadłość mojego egzemplarza. Lely w odróżnieniu od McHale utrzymyje ciśnienie, ale pozwala na dalszą jazdę kosztem powiekszania średnicy beli, co z drugiej strony może być korzystne gdy chcemy dojechać do końca rządka i owijać na nawrocie. Coś za coś . Jeżeli się mylę to mnie poprawcie.
P.S.: Być może nadal żyję w euforii po przesiadce z Sipmy, która do tej pory śni mi się po nocach, dlatego mogę nie być obiektywny .