Umowa UE–Mercosur umożliwia import żywności z Brazylii, Argentyny, Paragwaju i Urugwaju na preferencyjnych warunkach celnych. Nowością nie jest sam import. Unia Europejska od lat sprowadza z tego regionu produkty rolne. Przede wszystkim soję wykorzystywaną w paszach, ale także wołowinę i cukier trzcinowy. Odbywa się to w ramach globalnych limitów importowych WTO.
Umowa UE–Mercosur dokłada do tego nowe, odrębne kontyngenty oraz preferencyjne stawki celne. To dodatkowe 99 tys. ton wołowiny ton rocznie z cłem 7,5%; 180 tys. ton mięsa drobiowego rocznie bez cła; 25 tys. ton wieprzowiny rocznie z cłem 83 euro za tonę – plus bez cła 1,5 tys ton z Paragwaju.
Umowa obejmuje także cukier trzcinowy i kukurydzę. A także surowce paszowe, takie jak kukurydza, które mogą być sprowadzane do UE w dużych ilościach bez cła lub z cłem symbolicznym.
Kontyngenty będą wdrażane stopniowo przez kilka lat. Po tym okresie przejściowym osiągną docelowy poziom i będą obowiązywać jako stały element handlu.
Drugą stroną umowy jest eksport z UE. Największe korzyści odniosą sektory przemysłowe – motoryzacyjny i chemiczny – zlokalizowane głównie w Niemczech i Francji. Umowa jest korzystna także dla producentów żywności z południa Europy, których lokalne marki będą chronione. Ochrona obejmie m.in. dziesiątki włoskich serów, wędlin, oliwę i wino. To tłumaczy, dlaczego Włochy zdecydowały się poprzeć umowę w decydującym głosowaniu w Radzie Ambasadorów UE 9 stycznia 2025 r.
kwiatki wychodzą
https://wiadomosci.wp.pl/polska-strategia-na-mercosur-brylka-msz-nie-chcial-negocjowac-7243987626263105v
Skutki umowy UE–Mercosur będą rozłożone w czasie. Wraz z uruchamianiem kontyngentów na rynek UE będą trafiać kolejne partie żywności objętej preferencyjnymi cłami. To oznacza presję na ceny i coraz mniejszą opłacalność produkcji w gospodarstwach, szczególnie w sektorach nastawionych na sprzedaż towarową.
Dla konsumentów pierwszym widocznym efektem mogą być niższe ceny części produktów. Rolnicy zwracają jednak uwagę, że ten mechanizm działa tylko do momentu, w którym na rynku obecna jest krajowa produkcja. Gdy gospodarstwa ograniczają produkcję lub z niej rezygnują, rynek staje się coraz bardziej zależny od importu.
W dłuższej perspektywie oznacza to większą zmienność cen i mniejszą stabilność rynku. Umowa Mercosur nie wpływa więc jedynie na bieżące ceny w sklepach. Ale również na to, kto w przyszłości będzie produkował żywność i w jakim stopniu Europa zachowa samowystarczalność żywnościową.
Skutki umowy mogą dotknąć także polski handel detaliczny. Małe i średnie sklepy, które dziś opierają się głównie na krajowych dostawcach, nie będą w stanie konkurować z dużymi sieciami handlowymi importującymi żywność bezpośrednio z Ameryki Południowej. W sytuacji spadku krajowej produkcji i presji cenowej z importu część lokalnego handlu może stracić ofertę, marżę albo jedno i drugie. W efekcie upadek gospodarstw może pociągnąć za sobą likwidację resztek polskiego, lokalnego handlu, który nie ma dostępu do globalnych łańcuchów dostaw.
Umowa UE–Mercosur dotyczy nie tylko rolników, ale każdego, kto kupuje żywność. Oznacza większy napływ produktów wytwarzanych poza unijnym systemem kontroli, bez realnej możliwości sprawdzania warunków produkcji „na miejscu”. Unia nie ma narzędzi, by zweryfikować, czym faktycznie karmiono zwierzęta i jakie środki stosowano w produkcji. Rodzi to pytania o bezpieczeństwo żywności i narastający problem antybiotykooporności.
Umowa może też przyspieszyć znikanie lokalnej żywności z rynku. Tania produkcja wypiera droższą, a wraz z upadkiem gospodarstw znikają produkty regionalne i mniejszy handel. Duże sieci poradzą sobie z importem, lokalne sklepy – nie. W efekcie Mercosur wpływa nie tylko na ceny. Wpływa też na jakość, wybór i to, kto będzie kontrolował rynek żywności w Polsce.