Mam podobnie, tyle, że gospodarstwo się rozrasta i ostatnio zrezygnowałem z normalnej pracy na rzecz dorywczej abym mógł więcej czasu poświęcić rolnictwu bo już zaczynałem się nie wyrabiać z robotą. Mam nadzieję, że dożyję czasów gdy będę mógł normalnie prowadzić samodzielne gospodarstwo i z tego żyć gdyż w tej branży najzwyczajniej w świecie czuję się jak ryba w wodzie. A największą satysfakcją są żniwa i te zdziwienie sąsiadów jak zbieram 4x większy plon i pytają jak to robić.
Dokładnie, osobiście kiedyś jak przewracało się czysto rekreacyjnie działkę 30a to się nie liczyło kosztów ale jak zachciało się hektarów na poważnie to teraz każdą złotówkę się ogląda. Ile to razy już brałem wolne w dawnej pracy aby tylko z opryskiem się w pogodę wstrzelić.
Tak jak Kula napisał - nie myślałeś odpuścić sobie pszenicy na najsłabszych kawałkach? Pszenżyto a nawet już żyto, te uprawy przecież też mogą dobrze oddać i być w miarę opłacalne, na V klasie zbierzesz 5 ton pszenicy a żyta nawet 8 ton jak zadbasz, na skupie może wyjść podobnie ale jednak żyto lepiej znosi stresy związane z niedoborem wody.
Chociaż Kula właśnie testuje Pilgrima na VI klasie więc mam nadzieję, że nie omieszka podzielić się z nami wynikami i spostrzeżeniami