Patrząc na ubiegłe lata to raczej powódź robiła cenę niż susza więc nietrafiony argument z nawadnianiem Zresztą takich obszarów gdzie się nawadnia nie ma zbyt wiele. Zresztą nie widzę sensu - koszty rażąco w górę, czasem więcej strat niż korzyści bo np pociągnie kilka dni ulew których nie zapowiedziano i kicha. Dla mnie przy moim areale i klasach ziemi nie ma to sensu.
Młodzi jedzą tyle ziemniaków ile jedli - tutaj niewiele się zmienia. Zmienił się jedynie punkt zaopatrzenia - sklep, restauracja.