tomek_j
Members-
Postów
30 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez tomek_j
-
Pytanie do osób z Górnego Śląska: czy jest w tym rejonie firma, która jednocześnie sprzedaje i montuje wspomagania do 360-ki ? (uprzedzając ewentualne pytania: 1) Nie, nie zamontuję sobie sam, nie mam czasu ani zaplecza, 2) Nie, nie mam w okolicy żadnego mechanika, który to zrobi. 3) Chciałbym zostać obsłużony kompleksowo; chciałbym też, by wykonawca był odpowiedzialny i za towar, i za usługę - to w celu uniknięcia sytuacji, w której coś nie działa, coś nie pasuje, coś trzeba przerabiać - i to ma niby być mój problem.)
-
Przymierzam się do kupna i założenia wspomagania do mojej 360-ki, ale nie ukrywam, że jak czytam o tych problemach, jakie mogą się pojawić przy montażu, to zniechęca mnie to mocno; do tego jeszcze permanentny brak czasu... Może jest na tym forum ktoś z woj. śląskiego (Będzin, Siewierz, Tarnowskie Góry, Bytom, Piekary Śląskie), kto zna i mógłby polecić jakiegoś fachowca, który zajmuje się montażem takich patentów ?
- 823 odpowiedzi
-
- wspomaganie
- c4011
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
-
Kupiłem niedawno w Agro-Mil za ok. 8 stów z wysyłką i po pierwszych sianokosach żałuję zakupu, bo były to pieniądze wyrzucone w błoto. Roztrząsacz ma roztrząsać pokosy i robi to dobrze tam, gdzie trawa jest niska. Jeśli ma tak na oko 60-70 cm lub więcej, to wystarczy przejechanie kilkunastu lub kilkudziesięciu metrów i błyskawicznie mamy przystawkę totalnie zablokowaną kłębowiskiem długich źdźbeł ciasno nawiniętych na koło i palce roztrząsacza. Usunięcie tego to jest szarpanina, strata czasu i nerwów. Roztrząsacz zapewne działałby w miarę przyzwoicie przy drugim, sierpniowym pokosie, gdy potrawu zwykle jest mniej więcej o połowę mniej, niż na początku czerwca. Ale to jest właśnie bez sensu - przecież roztrząśnięcie pokosu jest tym istotniejsze, im ściętej trawy jest więcej. Może też działałby lepiej, gdyby trawa, choć wysoka, była rzadka - ale to też nonsens, bo po to łąkę wałuję, bronuję, nawożę, żeby mieć z niej siana jak najwięcej. Zdecydowanie nie polecam tego patentu.
-
Przepraszam, głupie pytanie: na obrazku jest przykładowa osłona metalowa kosiarki. Do czego służy ten długi, wąski kątownik z 3 otworami widoczny na samej górze zdjęcia ?
-
Egzamin zawodowy z kwalifikacji R.03 pisemny i praktyczny
tomek_j odpowiedział(a) na kamil96 temat w Szkoły średnie
Moim zdaniem na oba Twoje pytania odpowiedź brzmi: raczej nie. -
Oczywiście, oczekuję, że jeśli ktoś mi obiecuje towar za kwotę X w terminie Y, to te dwa uzgodnione parametry nie powinny się zmieniać. A zupełnie nie rozumiem , że pan handlowiec od Lisickiego poinformowany o odstąpieniu od umowy z dealerem teraz mi odpisał tyle: "Nie dowiozłem jeszcze maszyn do dealera. Dostawa przewidziana jest na przyszły tydzień." W każdym razie: widać, że firmie niespecjalnie zależało na kliencie i na sprzedaży. Dostarczenie towaru do punktu sprzedaży trwa miesiąc. Klient musi sam dopytywać się, kiedy towar przywiozą. Obsługa jest totalnie niezainteresowana klientem. Nikt go nie raczy poinformować o sytuacji ani przeprosić za opóźnienie. Zamiast tego na sam koniec dostaje odpowiedź: towaru nie ma, bo nie dowieźli. To jest normalne ? Mnie to przypomina sklep mięsny za komuny we wczesnych latach 80-tych.... Dodane: Zamówiłem kosiarkę Gatra. Wrażenia z użytkowania zapewne opiszę dopiero po sianokosach, natomiast już muszę powiedzieć, że od zamówienia do dostawy minęło 5 dni zgodnie z ustaleniami. Maszyna przyszła kompletna i nie poobdzierana (jak to było kilka miesięcy temu z turem WOL-MET). Wyszła przy tym odrobinę taniej, niż Lisicki.
-
Tak tylko dla informacji: zgodnie z sugestią handlowca z firmy Lisicki skontaktowałem się z ich miejscowym dealerem i zamówiłem kosiarkę. Niestety do chwili obecnej maszyny jak nie ma, tak nie ma - mimo, że przypominałem dealerowi o swoim zamówieniu telefonicznie. Od ponad tygodnia w temacie zakupu cisza. Rezygnuję zatem zamówienia, skorzystam z oferty konkurencji.
-
Jeszcze dorzucę trzy grosze, bo mam kolejne doświadczenia z wol-metem: 1) Jak wspomniałem wymuszona zmiana miejsca mocowania zbiornika instalacji pneumatycznej na tę, którą wymyślił sobie producent ładowacza oznacza konieczność dorobienie sobie nowych przewodów pneumatycznych ciągnika. Jak się jednak okazuje nawet przy cofnięciu zbiornika w uchwytach maksymalnie do tyłu błotnik przedniego koła może haczyć o zakucie przewodu, a w szczególnym przypadku (moim...) przy ostrym skręcie w lewo skończyło się to wygięciem błotnika. Kolejny kłopot, bo "ktoś" czegoś nie przemyślał do końca... 2) Udźwig 500 kg to "pic na wodę". Wczoraj przewoziłem półtonowe big-bagi - owszem, da się taki unieść na bardzo wysokich obrotach, ale tylko do pewnego momentu, nie na pełną wysokość, niestety. Problem zanika po ujęciu około 50 kg.
-
Wojtku, ale ja nie pytałem, czy wybrać bębnowa, czy dyskową. Ja pytałem, jaką wybrać bębnową, więc Twoja wypowiedź jest nie odpowiedzią na zadane pytanie. Co do warunków, to powtórzę, nie znasz. Natomiast masz 100% racji co do kosztów zakupu: w przypadku dyskowej są trzykrotnie wyższe i dlatego nie ma żadnego sensu taki drogi zakup na potrzeby małego gospodarstwa, w dodatku nie nastawionego na zarabianie. Cóż, bardzo łatwo i miło jest doradzać komuś, na co powinien wydać pieniądze...
-
Wojtku, po pierwsze: 165 cm to nie jest duża kosiarka; po drugie: nie znasz warunków, w jakich koszę. Tyle w temacie.
-
Pawlus224, dzięki, ale trochę za późno. Dotychczasowe poszukiwania i przeglądania forów nie dały żadnych wytycznych żeby uznać którąś z tanich polskich konstrukcji za lepszą od innych, więc summa summarum zdecydowałem się na Lisickiego. Nie dlatego, że cena była najniższa, tylko dlatego, że dealera mam w sumie niezbyt daleko od siebie. Czas pokaże, czy to była dobra decyzja. Piotruniu25 - z tą dziewicą do strzał w 10-kę - zarówno w sensie dziewic, jak i kosiarek :) Wtórny rynek niestety nie jest wiarygodny i królują na nim maszyny wyeksploatowane do cna. Wojtek026, radzisz inwestować w coś nowocześniejszego i polecasz przesiadkę na dyskówkę - wybacz, ale ja najlepiej wiem, czego mi potrzeba. :)
-
Cóż, zadałem mailowo kilku producentom pytania o cenę i warunki gwarancji. Informacji zwrotnych zechcieli udzielić: Lisicki, Wirax i Kowalski. Najtańszy z tego jest Lisicki (4150 z osłoną blaszaną i transportem). Analogiczna kosiarka Wirax - 4400 ale nie wysyłają w ogóle, jedynie odbiór osobisty. Kowalski - 4700 + 750 wysyłka.Jeśli chodzi o tą ostatnią firmę - nie mam pojęcia, jaka jest jakość ich kosiarek, natomiast sposób udzielania odpowiedzi nie zachęca mnie, żeby kontynuować przygodę z tą firmą. Drugim czynnikiem zniechęcającym są warunki gwarancji - firma uważa, że talerze i trzymaki to są elementy ulegające naturalnemu zużyciu więc nie podlegają gwarancji w ogóle. Cóż, nie oczekuję darmowych napraw po przywaleniu w kamień, ale nie uważam za normalne, że producent zakłada, iż już w trakcie pierwszego roku eksploatacji talerz może ulec "zużyciu" przy normalnej, bezkolizyjnej pracy. Co to w ogóle jest "naturalne zużycie talerza" ? Zetrze się w rok tak mocno, że dziury w nim się zaczną robić ? Moja stara famarolka ma ponad ćwierć wieku i mimo wielu przygód talerze i trzymaki mają się dobrze...
-
Obecna cena to 12.000 brutto. Więc sorki, cena nie dla mnie. Za taką cenę mam 3 kosiarki dowolnej z ww pozostałych firm. Oczywiście rozumiem jakość itp. sprawy, ale wyżej tyłka się nie podskoczy, poza tym trudno mi pakować w kosiarkę pięciocyfrową kwotę, skoro jestem "rolnik doniczkowy" i bawię się w łąki i pastwiska wyłącznie w formie hobby na własne potrzeby.
-
Ja również ponawiam wątek i proszę o poradę. Moja stara famarolka dożywa swoich dni i za chwilę przeniesie się do Krainy Wiecznych Sianokosów. Szukam fabrycznie nowej kosiarki - "klasyka": bębnowa 165 cm do C-360, bez składania hydraulicznego. W grę wchodzą Wirax, Lisicki, Kowalski, Bel-Rol, Grassrol itp., bo cena za Samasz to totalna abstrakcja, nie dla "małorolnego". Proszę o opinie, któremu z mniejszych (i tańszych) producentów ewentualnie można zaufać. P.S. Tylko proszę, nie piszcie, że lepiej coś używanego, że lepiej dyskową itd. Zapewne prawda, ale mam swoje powody żeby szukać maszyny zgodnej z opisem wyżej :)
-
Egzamin zawodowy z kwalifikacji R.03 pisemny i praktyczny
tomek_j odpowiedział(a) na kamil96 temat w Szkoły średnie
Zdawałem teraz i tak powiem: Pierwsze zadanie nastręczyło chyba najwięcej kłopotów a dotyczyło brakowania kóz. Brzmiało mniej więcej tak: "Stado liczy 48 kóz, czas życia kóz w stadzie to 6 lat. Ile zwierząt pójdzie do brakowania ?" Sam "nie zakumałem" na początku, w czym rzecz ale chodziło o to, że skoro cykl życia to 6 lat, więc co roku 1/6 stada powinna być poddana brakowaniu - czyli 8 sztuk. Drugie zadanie to było przeliczanie poszczególnych składników paszowych na okres 200 dni (podane było zapotrzebowanie dzienne dla 1 sztuki, trzeba było po prostu dla każdej pozycji pomnożyć to razy 48 i razy 200). Proste, ale rutyna zabija: dwie pozycje były zamienione kolejnością i robiąc zadanie "mechanicznie" można było popełnić rażący błąd. Dla niektórych faktycznie zaskoczeniem mogła być konieczność przeliczenia wyników na "decytonę" (dt czyli kwintal czyli 100kg czyli 0,1t). Po wuj nazywac stary dobry kwintal decytoną ? Nie wiem, no ale z drugiej strony jakiś jajogłowy parę lat temu nakazał nazywanie świnki morskiej "kawią domową", rządzący twierdzą, że nasza rzeczywistość to dobra zmiana, itd.itp, więc... Również dana była powierzchnia pastwiska dla 1 sztuki (bodajże 0,15ha, trzeba było policzyć powierzchnię pastwiska dla całego stada: 0,15*48=7,2 ha. Trzecie zadanie to ocena jakości pasz: kiszonki z kukurydzy, siana i śruty jęczmiennej. Trzeba było ocenić wilgotność, zapach, zanieczyszczenia oraz wpisać wszelkie uwagi do tych pasz do tabelki. Zadanie praktyczne: odważenie określonej dawki siana i śruty. W zasadzie tu chodziło raz: o dokładność ważenia, dwa - o konieczność tarowania wagi przed ważeniem. Bo jak się okazało nawet foliowy worek śmieciowy, w którym było siano, ma jakąś tam minimalna wagę (bodajże 5g). W praktyce to taka aptekarska precyzja chyba nigdzie nie jest stosowana w przypadku pasz... Zadanie ostatnie: posprzątanie po sobie. A w sensie ogólnym: robione jest straszne "halo", ale obie części są bez problemu do przejścia dla kogoś, kto czyta ze zrozumieniem, potrafi posługiwać się kalkulatorem, cokolwiek "liznął" rolnictwa w praktyce (choćby u babci na wsi na wakacjach) no i zadał sobie trud przeczytania zadań z lat ubiegłych. Kurs robiłem online, egzamin zdawałem pod Piotrkowem - uwagi mam takie, że materiały były trochę zdezaktualizowane, prezentacje odpalały się chyba tylko na Internet Explorerze, a materiały tekstowe średnio przystawały do treści testów (co mnie np. obchodzi, że gleba X powstawała w plejstocenie, a Y - w prekambrze ?...) Poza tym łatwo, przyjemnie i bezstresowo. Zdecydowanie "in minus" było natomiast przekładanie egzaminu praktycznego przez CKE (dla mnie objaw lekceważenia kursantów). -
Nie wiem, jak wygląda w praktyce egzamin praktyczny, ale robię właśnie kurs online i jestem zniesmaczony liczbą błędów w testach. Na moje oko tak z 10-15% pytań to pomyłki lub przekłamania wynikające z niestaranności w ich opracowaniu.
-
Pewnie tak, ale szczerze mówiąc co mnie obchodzi, że na szybko ? Trzeba było ładować ostrożniej i lepiej zabezpieczyć do transportu. Przesłałem te zdjęcia do producenta i do dealera - nie po to, żeby coś od nich dodatkowo uzyskać, tylko by po prostu zwrócić uwagę na sprawę. Zgodnie z oczekiwaniami żadna z firm nie była uprzejma jakkolwiek zareagować.
-
Wypowiem się w temacie, jako że w ostatni piątek przedstawiciel firmy AGRO-LEN dostarczył mi i zamontował zamówiony kilka dni wcześniej ładowacz TUR 2 WOL-MET (dwusekcyjny). Z braku wolnego czasu i z chęci pozbycia się ewentualnych kłopotów zamówiłem urządzenie wraz z montażem do mojej 360-ki, choć nie była to tania opcja. Pierwszy "zonk" był zaraz po przyjeździe, gdy okazało się, że kierowca nie przywiózł śrub i innych elementów montażowych. Nie przystałem na propozycję szefostwa, żebym zapłacił tylko za maszynę, a oni potem kogoś podeślą i zamontują, bo znając życie wiem, że prawdopodobnie nie doczekałbym się tego. Pan kierowca już wyjeżdżał ode mnie z posesji, gdy okazało się, że brakujące elementy jednak są, zostały schowane pod siedzeniem kierowcy... No to ok. Montaż przebiegł szybko, prawie bez mojego udziału, więc mogłem w tym czasie wykonywać zdalnie swoje obowiązki względem mego pracodawcy. Zostało mi potem zademonstrowane działanie ładowacza, pan odjechał, a ja wróciłem do swoich spraw. bo czas naglił. Całości w świetle dziennym mogłem dokładnie przyjrzeć się dopiero w sobotę rano - w załączeniu przesyłam kilka zdjęć z oględzin. Każdy z Was niech sobie odpowie sam, czy tak powinna wyglądać świeżo kupiona, fabrycznie nowa, póki co jeszcze do niczego nie używana maszyna... Foto 1 Foto 2 Foto 3 Foto 4 Foto 5 Foto 6 Foto 7 Foto 8 Nie wiem, czy to kiepska jakość powłok lakierniczych, czy złe zabezpieczenie w czasie transportu, czy montaż na zasadzie "byle szybciej", ale niespecjalnie mi się to podoba... Na szczęście te nazbyt liczne obcierki i ślady brutalnego traktowania to tylko kwestia puszki farby w sprayu - ale sam fakt braku dbałości o wyrób zrobił na mnie złe wrażenie. Sam ładowacz natomiast działa poprawnie, baloty podnosi dość żwawo, instalacja jest szczelna - aczkolwiek o jakości mechanicznej wypowiem się nie wcześniej niż po pierwszym roku użytkowania. Całość ma też pewne minusy: 1) Do montażu trzeba było zdjąć zbiornik z instalacji pneumatycznej. Tur ma przewidziane nowe miejsce dla niego, tyle tylko, że przewody pneumatyczne ciągnika są za krótkie i nie pasują. Będę sobie musiał dorobić nowe - ok, przeżyję, tylko czemu nikt o tym nie informuje przy zakupie ? I czemu firma nie ma w ofercie odpowiednich węży ? 2) Przepięcie siłownika łyżki na sąsiedni punkt mocowania wymaga poużerania się dłuższą chwilę przy zdjęciu segera, stanowiącego zabezpieczenie sworznia przed wysunięciem. Bezsens - i to tym większy, że na drugim końcu siłownika jest normalny sworzeń z zatyczką, możliwy do wyjęcia jednym szybkim ruchem. 3) W ramkę wideł obornikowych wspawane są dwie tuleje do montażu kłów do balotów. Niestety nie pasują one do kłów tzw. uniwersalnych, z końcówką montażową stożkową. Na szczęście takie kły daje się wstawić w sąsiednie, normalne otwory do montażu zębów obornikowych, tylko trzeba rozwiercić z tyłu otwory na gwint do średnicy 22 mm. 4) Last, but not least: to wprawdzie nie "mus", ale byłoby miło, gdyby producent przewidział opcję podłączenia tura inaczej, niż do wyjść hydrauliki zewnętrznej. Szczególnie, że 360-ka to przecież bardzo popularny ciągnik.
-
Bananek, dzięki za informację. Jak długo już tą prasa robisz, jak wygląda kwestia dostępu do części ?
- 472 odpowiedzi
-
- prasa
- rolujacawalcowa
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
@Bratrolnika, dziękuję za radę i zgadzam się z nią w teorii. W praktyce jednak jest ona o tyle nie do zastosowania, że swoje gospodarstwo prowadzę tylko i wyłącznie na potrzeby swoje i swoich zwierząt (konie, hobby). Nie zarabiam na tym, a chcę mieć nadal tanio własne siano; inwestowanie kwoty dwukrotnie wyższej w prasę mija się więc z celem, bo koszty zwracałyby się zbyt długo. Pomijając kwestie finansowe pozwolę sobie powtórzyć pytanie: jakie marki i modele pras miałyby zastosowanie do produkcji bel mniejszych rozmiarów ?
- 472 odpowiedzi
-
- prasa
- rolujacawalcowa
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Nic nie poradzę, mam, ile mam. Krone w tym rozmiarze nie do dostania. Czy są jakieś alternatywy ?
- 472 odpowiedzi
-
- prasa
- rolujacawalcowa
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Panowie, proszę, wspomóżcie radą... Mam C-360, zbieram siano z 4 ha. Do tej pory prasowałem claasem markant, ale lata lecą i energii już nie ma, żeby p...ć się z kostkami. Przechodzę na baloty. Zamierzam kupić prasę rolującą - ale podstawowa sprawa: potrzebuję małą, tzn. mogącą robić baloty 100*100 cm. Większe (np. 120-ki) nie wchodzą w grę z przyczyn organizacyjnych. Budżet niewielki, powiedzmy do mniej więcej 10tys. Czy można znaleźć coś sensownego, co spełniałoby powyższe warunki ? Z góry dziękuję za wszelkie sugestie.
- 472 odpowiedzi
-
- prasa
- rolujacawalcowa
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
