Mam kilka sztuk byka, które w lipcu będą miały 2 lata. Ostatnio ważyłem to miały wszystkie ponad 650. Chciałem sprzedać przed majówką to akurat spadły. Najwyżej postoją do wakacji.
Ja już powoli kończę hodowlę, mam 34 lata, a pierwsze cialaki kupiłem mając 20. Raczej nie kupię kolejnych. Nie jest to podyktowane rynkiem, a sytuacją rodzinną. Oborę mam starą, ogarnialiśmy te kilkadziesiąt sztuk w kilka osób na zmianę. Każdy coś tam dorabiał też do gospodarki tj. ja, mama i ojciec. Przeżyliśmy kryzys covidowy gdzie byki były po 6 zł.
Tata w zeszłym roku odszedł, mama w styczniu złamała rękę tak mocno, że teraz nawet po zagojeniu się wszystkiego pomoc z jej strony jest już mniejsza, nie chcę, żeby coś dźwigała, liczę się z jej zdrowiem, zresztą sama też pracuje poza gospodarką. Ja też mam dobrą a przede wszystkim rozwojową robotę, gdzie patrzę z nadziejami na przyszłość, gdzie szefem jestem ja.
Rodzina, dzieci i już powoli coraz mniej sił mam jeszcze przy 40 bykach w starej oborze robić, mając jeszcze do tego swoją pracę, to czasu mam malutko, a chce żyć. A obory nie chcę budować nowej ani przerabiać. Mam też już swoje miejsce do życia, więc czas przestać zapie*dalać na kilka frontów, tylko iść w jeden a konkretnie.
Ale nie powiem, szkoda, bo lubię te bydlaki. Przyzwyczaiłem się do nich przed większą część życia. Trzeba będzie pomyśleć co na tych polach siać i zbierać bez rogatych. I myślę, że takich sytuacji jak moja jest bardzo dużo i będzie jeszcze więcej.
Ot taka historia na rano przy kawce