Odnoszę wrażenie, że Ciebie profity z posiadania dzieci bardziej cieszą, niż same dzieci. Ja swoich nie przeliczam na żadne karty.
W lesie mi dobrze. Nie muszę sprzedawać tego co dostałem i sam wypracowałem, by starać się dorównać komukolwiek. A jak mi się zachce cywilizacji, to rezerwuję hotel, biorę kartę bankomatową niedużej rodziny, wsiadam w nowe auto i po prostu jadę. Bez wyczekiwania na autokar, kanapek, termosu i chwilówki wziętej na poczet w przyszłości sprzedanych działek za półtora miliona. Wiem że to dla Ciebie niepojęte, bo przecież wszyscy na kredyt żyją i się bawią, ale musisz wiedzieć, że jednak nie wszyscy, a już na pewno, nie ci w lesie mieszkający.