Ja firmy hodowlano-nasienne jestem w stanie zrozumieć. Mają koszty i nie chcą pracować za darmo. My też nie chcemy. Ale największą winę za windowanie cen ponoszą dystrybutorzy. Nie wytwarzają nic. Przyjmują towar od producenta i nim handlują. Największy zarobek maja na wyłacznościówkach, które wciskają nam zawsze w pierwszej kolejności. O rzekomym działaniu ma nas przekonać superplon u jakiegoś tam sąsiada, a nie wyniki urzędowych badań. Na wyjątkowych gównach potrafią wyciągnąć nawet 40-50% marzy. To są zwłaszcza te, do których jest wycieczka.
Co do dopłat do siewu czy dodatkowego wsparcia np. strączków to o nich decyduje nasz minister rolnictwa. Także on prowadzi negocjacje w UE. I to do niego musimy się zwracać bezpośrednio, przez izby rolnicze, albo przez związki producenckie. Moim zdaniem, mamy wyjątkowego pecha do ministrów, którzy maja walczyć o nasze interesy. Trafia nam się albo cwaniak, albo leśny dziadek, który nie ogarnia tematu i nie umie się odnaleźć na powierzonym stanowisku. Za taka „skuteczność” to np. francuscy rolnicy nie raz ani nie dwa ruszyliby na niego z gnojowicą...