Cała ta ptasia grypa to pic na wodę, fotomontaż W innym przypadku bowiem działania służb które zajmują się tym problemem można określić w prosty sposób - kompromitacja, chaos decyzyjny, paraliż bądź zupełny brak sensu i logiki Na czym bowiem polega ich działanie? Gdy stwierdzą chorobę na fermie to z automatu decyzja o wyznaczeniu stref, gazowanie ptaków z ferm , porozkładanie mat na asfalcie i oczywiście najważniejsze- cyknięcie z tego fotki i puszczenie jej do mediów To tyle
A co dzieje się z zagazowanymi ptakami? Ano nic - leżą sobie na hałdach roznosząc fetor rozkładu i dalej stanowią źródło zagrożenia Co dzieje się z tonami zakażonego obornika? Ano nic - leży sobie bo i tu nikt nie chce się tym zająć i wypełnić odpowiednich procedur tłumacząc się brakiem miejsca na jego zabezpieczenie A wirus jest roznoszony przez zwierzyną i ptactwo dalej
Co dzieje się w przypadku gdy stwierdza się obecność wirusa w stadzie dzikich ptaków Ano nic - bo -
"Jak szacuje Zdzisław Król, wojewódzki lekarz weterynarii obecnie we Wrocławiu przebywa około 50 łabędzi. Jego zdaniem wybicie tych, które zimują przy Wyspie Bielarskiej, a więc rejonie, w którym występuje wirus H5N8, nie wchodzi jednak w grę. To ptaki objęte ochroną, a na występowanie o specjalne zezwolenia nie ma po prostu czasu. – Chore ptaki trudno też odizolować, bo nie mamy po prostu takiego miejsca. Musimy czekać aż padną wszystkie i odłowić je. To jedyne wyjście. Jeśli są zakażone, choroba prędzej czy później objawi się. Sytuacja jest bardzo dynamiczna, więc to kwestia dni – wyjaśnia Zdzisław Król."
"Obawa rozprzestrzenienia się choroby istnieje zawsze, ale inaczej niż w przypadku masowego padania drobiu, jeśli chodzi o dzikie ptaki nie możemy mówić o żadnym ognisku choroby. To pojedyncze przypadki – uspokaja Krzysztof Niementowski, powiatowy lekarz weterynarii we Wrocławiu."
Zdaje się wypowiedź Pana Krzysztofa nie wymaga komentarza - a jednak warto podsumować - według tego Pana największe zagrożenie stanowią zamknięte fermy z których wirus ma oczywiście szansę się roznieść ale jednak zdecydowanie mniejszą niż w przypadku obecności wirusa w otwartym otoczeniu - w parku z którego korzystają ludzie, w którym ludzie dokarmiają ptaki a potem roznoszą ten wirus po całym mieście Czy w tym parku też rozkładają maty i cykają sobie z tego fotki? Przecież to przeczy logice
Aż strach pomyśleć co by się działo gdyby ten wirus był groźny dla ludzi. Na tych kilku przykładach widać że polskie służby są zupełnie nieprzygotowane na wystąpienie w Polsce jakiejś epidemii
Kto zna jakieś kolejne przykłady braku logiki czy konsekwencji w ich działaniach niech je poda