Ile było koni to tyle charakterów .To tak jak z ludźmi.
Ojciec nieraz brał od sąsiada też kobyłę karą do pary z naszą siwką to ona miała jedna wadę że jak stała w stajni i się podeszło wsypać coś do żloby to trza było patrzeć na uszy bo jak kładła je po sobie to trza było uciekać bo gryzła.
Właściciela jak złapała za ramię to miał szczęście że to było w zimę i był grubo ubrany bo by mu bark urwała a tak skończyło się tylko na mocnym siniaku