Gdyby nie miało być dopłat to nie składalibyśmy wniosków wiosną i każdy rolnik wiedziałby o tym od ponad pół roku, i nie uwzględniałby tego przychodu w planie gospodarstwa. Większośc z nas była przyzwyczajona że kasa wpływała w pewnym okresie roku (w moim przypadku na przełomia grudnia i stycznia) i jeśli ktoś "odważniej" dysponował pieniędzmi to moze mieć zadyszkę. Najlepiej tak zarządzać gospodarstwem jakby tej kasy miało nie być - czyli dopłata nie na bieżące wydatki tylko powinna iśc na inwestycje.