problem w wielkopolsce, szczegolnie okolice kalisza jest taki, ze srednio gospodarstwo to wlasnie 15 ha, dzierżawy na dzien dzisiejszy jest bardzo ciezko cos zlapac, jak juz sie ma na dobrych zasadach, czyli bez placenia nie wiadomo za ile, to jest malo tej dzierzawy sasiad mial w dzierzawie 12 ha, 4 klasa ziemie, wlasciciel bral doplaty plus 2000 zl czynszu za calosc czyli oko 14 tys se wlasiciel zarobil na tym dzierzawca znalazl sie lepszy, sasiadowi zabrali ten nowy placi podobno 1000 zł za ha!, no i doplaty se wlasciciel bierze, nowy przyjezdza na pole 17 km powiedzcie mi jak z takim wygrac? jak mam swoje pole mam doplate no i nikomu nie place za dzierzawe 1000 zl za ha! jaki sens brac 10 ha, zaplacic za to 10 000 zł, kupic nawozu opryskow za drugie tyle, kombajn, nasiona, paliwo? czy z tego cos zostaje? ten nowy dzierzawca to juz obszarowiec, 200 ha kukurydzy plus to co jeszcze od ludzi kupi , wysuszy i sprzeda a gospodarstwa rodzinne nie maja szansy na rozowoj, niestety
czasami sie zastanawiam czy te swoje 15 ha lepiej nie bylo puscic w dzierzawe ;p 15 tys doplat, 15 tys dzierzawy, plus za paliwo na golfa w dieslu prawie 1000 zl ;p 31 tys na rok, bez kurzu, bez smrodu w oborze, bez wstawania o 5, kazdy weekend wolny tak sie porobilo ze sie robic nie oplaca, za tanie mleko, zywiec
leppera brakuje u tyle ;p sawicki, jurgiel jedna firma, tylko ludzi swoich wepchnac, chlopom unią gębe zakleic, zeby sie nie odzywali