Kolego i tak i nie.
Po pierwsze planowałem zawsze wydatki uwzględniając, że do końca marca wpłynie mi jakaś część dopłat tj. bezpośrednie, onw, rolnośrodowiskowe. Zawsze coś o tego czasu wpływało. Nie jest błędem planować w działaniu firmy wpływy z dopłat działających praktycznie 10 lat.
Nie wiem ile ich otrzymujesz. W moim przypadku jest to prawie 400tys więc machanie na to ręką i nie uwzględnianie udziału tej kwoty w funkcjonowaniu gospodarstwa jest śmieszne i TAK brak na wiosnę takiej kwoty powoduje pewną irytację bo zamiast ustalonego planu inwestycji muszę go całkowicie przemodelować a nawet zawiesić co w przypadku magazynu z suszarnią wpływa w dyrastyczny sposób na plan sprzedaży płodów z tegorocznych żniw (bo muszę znowu sprzedać "z przyczepy" jako konwencjonalne a nie przetrzymać z miesiąc, dwa i pchnąć drożej z certyfikatem).
Z drugiej strony sami jesteśmy sobie winni.
Odpowiedzmy sobie na pytanie - kto reprezentuje rolników w sejmie? Na kogo głosowaliśmy? PiS? PO? czy Kukiz (bo ponoć dużo rolników oddało na Kukiza głos) szerokie spojrzenie na rolnictwo mają nooo gdzieś na końcu listy. PSL - pokazali przez 8 lat (mając ministerstwo) ile "dobrego" zrobili dla rolnictwa (jak się mylę to przedstawcie ustawy).
Powiedzmy sobie wprost: NIE MA w kraju ugrupowania reprezentującego około 5-6 milionów obywateli (liczę na oko, rolnicy z rodziną)
I to jest tylko i wyłącznie nasza wina, że dajemy się omamić różnymi sloganami partii mających nas gdzieś.
Jako przykład przypomina mi się wypowiedź Dudy przed wyborami kiedy mówił na jakimś spotkaniu z rolnikami że trzeba "zrównać dopłaty...". Dla mnie, jako rolnika, leżał ON całkowicie bo rolnictwo to NIE TYLKO DOPŁATY i to nie ich wysokość stanowi podstawowy problem. (np. prawo łowieckie jest dla nas bardzo złe)
Stąd w ostatnich wyborach, tak prezydenckich jak i parlamentarnych oddałem NIEWAŻNY głos gdyż nie widziałem ugrupowania mogącego dać ciekawe drogi na rozwój rolnictwa w kraju.
Spójrzmy na taką hipotetyczną sytuację: są wybory, rolnicy oddadzą nieważne głosy w ilości powiedzmy 2mln (bo nikt im nie odpowiada) co by z tym zrobili politycy? Olali by? NIE, szukali by ciastka za którym byśmy poszli. Tylko, że politycznym durn... wydaje się że jako ciastko wystarczy jakaś tam mglista obiecanka zwiększenia dopłat (czego i tak w tej 5-latce budżetowej nie mogą zrobić) jakaś totalnie spóźniona blokada zakupu gruntów przez obcokrajowców (i tak "zepsuli" już rynek ziemi windując ją na poziom nieakceptowalny), czy jak Kukiz obiecanki możliwości bezpośredniej (przez rolnika) sprzedaży produktów (co już z 20 lat temu powinno być załatwione).