Jeżeli przyznanie pomocy zależy od tego jak poszczególny urzędnik zinterpretuje przepisy, w tym przypadku czy słowo "uprawa" dotyczy rośliny czy działki/działek, to to jest skandal.
Taka anegdota, podczas składania wniosku o przedmiotową pomoc, zostaliśmy skierowani do pewnej osoby, ta osoba przejrzała wniosek i mówi: "to nie potrzebne, to też niepotrzebne, proszę to odrzucić i zanieść wniosek w to miejsce". Idziemy do kolejnej osoby, wręczamy wniosek, a ta osoba mówi: "ale brakuje kilku dokumentów". No i się okazuje, że właśnie tych które poprzednia osoba kazała odrzucić. Istny cyrk i to tak jest za każdym razem w każdej z tych śmiesznych agencji.